Student żongluje, a mózg pracuje

Żonglerka to idealny sposób na poprawę koordynacji ruchowej oraz zdolności intelektualnych. (fot. Mateusz Kosowicz)

Ci, którym koła naukowe kojarzą się z kuciem i nudnymi konferencjami, powinni to zobaczyć. Pod egidą Uniwersytetu Mikołaja Kopernika działa koło inne niż wszystkie. Balansowanie długim kijem, żonglowanie piłeczkami i kręcenie hula-hop zamiast siedzenia w książkach? To możliwe!

Studenckie Koło Żonglerskie UMK działa od 2007 roku. Powstało dla tych, którzy na równi cenią sprawność fizyczną, jak umysłową. Żonglerka ćwiczy nie tylko refleks, ale i pobudza mózg do kreatywnego myślenia.

– Kiedy człowiek zaczyna żonglować, obie półkule pracują, mózg się rozwija – wyjaśnia Jakub Wadziński, który ćwiczy m.in. z maczugami, pojkami i kijami. – Dzięki umiejętnościom żonglerskim można przyswajać od 50% do 150% więcej wiedzy.

Wtóruje mu prezes koła Rafał „Kain” Sarniak: – Podobno opanowanie żonglerki może o 10% podwyższyć inteligencję… Jedno jest pewne – koło umożliwia nam fajne spędzanie czasu w sposób, który rozwija równocześnie umysł i ciało.

Na zajęcia koła, które odbywają się w czwartki w godz. 19-20.30 w Uniwersyteckim Centrum Sportu, uczęszcza co tydzień kilkanaście osób. Większość z nich to studenci, którzy w żonglerce znaleźli sposób odreagowania uczelnianych stresów.

– Jestem astrofizykiem i pracuję głównie przy komputerze – tłumaczy Rafał. – Żonglerka zapewnia mi niezbędne minimum ruchu. Jeśli ma się stresującą pracę lub trudne studia, jest to doskonała odskocznia.

Prezes koła jest specjalistą od balansowania kijami. W ramach Studenckiego Koła Żonglerskiego młodzi kuglarze ćwiczą z użyciem rozmaitych sprzętów – Kain prezentuje nam cały arsenał cyrkowca. Pojki, czyli kule na łańcuchach. Diabolo, czyli sprzęt w kształcie klepsydry, wprawiany w ruch za pomocą sznurów. Ringi, czyli obręcze do żonglowania. Cluby, czyli maczugi. Akryle, czyli ciężkie, przezroczyste kule, które „pływają” po ramionach kuglarza. Bugengi, czyli przedmioty przypominające dwa połączone sierpy. Członkowie koła sięgają nawet po swojski hula-hop.

– Niekiedy pożyczamy sobie sprzęty i ćwiczymy nowe techniki – mówi Zuzanna Popa, „tańcząca” z obręczą hula-hop. – Na zajęcia każdy może przyjść i zacząć uczyć się od podstaw – koledzy chętnie użyczają sprzętu i udzielają wskazówek.

Większość uczestników zajmuje się żonglerką z czystej pasji, ale część z nich robi to zawodowo. Rafał i Jakub działają w Arta Foc, grupie fireshow zajmującej się pokazami z użyciem ognia.

– Nie sądziłem, że kiedyś to będzie dawało mi pieniądze – mówi Jakub. – Na początku chodziło o czystą zajawkę, znalezienie czegoś, co da mi satysfakcję i czemu będę mógł się całkowicie oddać. Zaczynałem od oglądania filmików na YouTube i podstawowych trików. Z czasem zacząłem dawać pokazy i inspirować ludzi swoimi umiejętnościami.

Żonglerzy z UMK podkreślają, że zachwyt widzów jest tym, co motywuje ich do dalszych treningów i doskonalenia umiejętności. Przede wszystkim robią to jednak dla siebie.

– To jest coś, co jest tylko twoje, co jest środkiem napędowym do życia – mówi Jakub. – Kiedy pokazujesz się ludziom i widzisz ich aprobatę, czujesz energię, by robić to dalej. Jeśli robisz to codziennie i widzisz efekty, satysfakcja jest nieporównywalna z niczym. To zostanie z tobą na zawsze – zapamiętasz to jak jazdę na rowerze.