Masz dla nas temat?
Coś Cię denerwuje?
napisz: redakcja@tylkotorun.pl
zadzwoń: 733 842 795
Masz dla nas temat? Coś Cię denerwuje? napisz: redakcja@tylkotorun.pl zadzwoń: 733 842 795
Światowy bieg w toruńskim lesie
Jacek Kiełpiński 26 września, 2016, 22:05 Blokowisko Sport i rekreacja
blokowisko_parkrun-3
Parkrun rozbiega się po świecie w dużym tempie. Zaczęło w 2004 roku 13 biegaczy z Anglii. Dziś takich biegów jest ponad 900. (fot. Jan Chmielewski)

Są biegacze lubiący samotność długodystansowca w głębokim lesie, są też zwolennicy masowych imprez z medalem na mecie. Są też tacy, którym na medalach nie zależy, cenią zaś dobre towarzystwo i miłą atmosferę podczas biegu. To dla nich wymyślono parkrun.

Teddington to podmiejska dzielnica Londynu, która z impetem wdarła się do historii biegania. To tam 13 października 2004 zorganizowano pierwszy bieg po parku, który zainicjował ogólnoświatową akcję popularyzacji biegania. Wystartowało wówczas 13 biegaczy. Dziś biegi w ramach parkrun odbywają się w kilkunastu państwach. Powstał ruch parkrun, który zbliża biegaczy z różnych krajów.

– Polega to na tym, że spotykamy się zawsze w tym samym miejscu o ustalonej porze. W przypadku Torunia jest to pętla autobusowa na końcu ul. Olimpijskiej, na skraju podmiejskiego lasu, w każdą sobotę o 9 rano – tłumaczy toruński koordynator parkrun, Bartosz Podolski. – Uczestnicy biegu rejestrują się wcześniej na naszej stronie internetowej i na start przychodzą z nadanym im kodem uczestnika. Ten kod rozpoznawany jest na całym świecie. Jeśli ktoś będzie np. we Francji i tam dotrze do parkrunnerów, może na jego podstawie pobiec z nimi, a jego wynik będzie zarejestrowany także na naszej stronie.

To jest właśnie siła parkrun – budowanie międzynarodowej wspólnoty biegających dla przyjemności. Dla przyjemności, bo dystans – 5 kilometrów – nie należy do morderczych i każdy, nawet zupełnie w tym światku nowy i dopiero zaczynający zabawę w bieganie, może spróbować swych sił. Jego czas znajdzie się na tabelach wyników. Może za tydzień uda mu się go nieco poprawić?

– Biegam od 25 lat. Zacząłem chwilę po pięćdziesiątce – wspomina Jan Majewski, najstarszy toruński parkrunner. – Kiedyś pomagałem przy organizacji toruńskiego maratonu. Któregoś dnia i mnie wzięło. Po dwóch latach treningów pobiegłem maraton, a potem poszło już z górki. O parkrunie dowiedziałem się przypadkiem. Spotkałem moich dzisiejszych kolegów i koleżanki właśnie na skraju lasu za Olimpijską. Inni dowiadują się o nas najczęściej pocztą pantoflową. Teraz biegam co sobotę. Moje treningi są dłuższe, ale zawsze warto sprawdzić kondycję na „piątce”. Tym bardziej, że mierzą tu za darmo czas.

To jest właśnie zasadnicza zaleta parkrun. Biegi są bezpłatne mimo dokładnego pomiaru czasu, za co na dużych imprezach sowicie się płaci.

– U nas nie ma pieniędzy, pracują przy organizacji biegu wyłącznie wolontariusze – dodaje Bartosz Podolski. – Nasze biegi odbywają się już od ponad roku. W pierwsze urodziny, 8 sierpnia, zrzuciliśmy się na wielki tort. Pięciokilometrowa trasa w lesie nie jest na co dzień oznaczona, ale wszyscy uczestnicy znakomicie ją znają i czasami w tygodniu także wykorzystują do swoich treningów. Wyniki każdego sobotniego biegu są rejestrowane, miejsca zamieniane na punkty, a te sumowane. Uczestnicy największej liczby biegów w sezonie nagradzani są koszulkami, na których drukujemy ich wynik. Najbardziej cieszy udział takich właśnie biegaczy jak pan Jan, ale także młodych ludzi, biegających nawet z dziećmi w wózkach.

Obecnie toruński parkrun przyciąga około 50 biegaczy co tydzień. W Bydgoszczy biega co sobotę 70, w Gdyni 200, a na rekordowym biegu parkrun w Poznaniu pobiegło 1100 biegaczy. Parkrunnerzy biegają dziś w 38 polskich miastach. Kolejnych lokalizacji i uczestników ciągle przybywa.


Komentarze

komentarzy

| E-wydanie
| Facebook
| Czytaj także