Tak wyglądają sesje. Pracownicy naukowi UMK wspominają egzaminy

Czasy legend o indeksach latających dr Lucjan Rutkowski wspomina z nostalgią.

Sesja to dla studentów najmniej przyjemna część studiów. Dla pracowników – część pracy, raczej dość niewdzięczna, o której lepiej szybko zapomnieć. Czasem zdarzają się jednak sytuacje, których zapomnieć nie sposób. Poprosiliśmy kilku pracowników naukowych UMK o wspominki z egzaminów. Każdy ma w tym względzie jakąś niezapomnianą historię. I to niejedną. 

Rzecz jasna najdłużej pamięta się zdarzenia najbardziej zabawne. 

– Miałem kiedyś studenta studiów zaocznych – wspomina prof. Wojciech Knieć z Instytutu Socjologii UMK. – Był to żołnierz zawodowy, a do tego frontowiec. Walczył, o ile pamiętam, w Iraku. Zdając egzamin ustny, niezwykle wczuł się w rolę. Bardzo chciał pokazać, że jest rzeczywiście przygotowany. Z każdym zdaniem nabierał pewności siebie i pozbywał się początkowej tremy. Wreszcie zaczął całkiem bezwiednie pogrążać się w żargonie wojskowym. A ten, jak wiadomo, nie przebiera w słowach. Padały coraz ostrzejsze: „Mówię panu, że ta teoria jest ch…jowa. Moim zdaniem, k…rwa, ta jest lepsza”. I tak dalej, w tym duchu. Wreszcie, po dobrych kilku minutach, zreflektował się, że chyba się nieco zagalopował – w końcu byliśmy na uniwersytecie. Zamilkł na moment, po czym zakończył refleksyjnie: „No to mam prze…bane…”. Jeszcze długo nie mogliśmy przestać się śmiać. 

Zabawne sytuacje najczęściej powstają w związku z nieprzygotowaniem studenta do egzaminu. 

– Jeszcze jak byłem studentem, krążyły legendy o pewnym profesorze prawa, który wyrzucał indeksy przez okno – mówi dr Lucjan Rutkowski z Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska UMK. – Student miał za zadanie wrócić z nim w ciągu minuty – taki był warunek zaliczenia. To były jednak bardzo odległe gomułkowskie czasy. Jeśli chodzi o moją własną praktykę, to raczej wszystko odbywa się sztampowo. Nie staram się zapamiętywać dziwactw, bo te zwykle wiążą się z niewiedzą studentów. Pozornie może się to wydawać czasem śmieszne… Ale w gruncie rzeczy jest żenujące. Jak choćby sam fakt dopuszczania do studiów biologicznych ludzi, którzy nawet nie zdawali z biologii matury. Ich wiedza jest, najdelikatniej mówiąc, skromna. I to właśnie rodzi często absurdalne sytuacje. Ale o nich, jak powiadam, niespecjalnie chcę pamiętać. 

Bywają też sytuacje groźne. Studenci zdają się czasem przypłacać nieprzygotowanie własnym zdrowiem. 

– Wiele lat temu pewna studentka zemdlała mi na egzaminie, a raczej próbowała zemdleć – wspomina prof. Marcin Wiewióra z Instytutu Archeologii UMK. – Zdenerwowała się, że nie zna odpowiedzi na pytanie i postanowiła jakoś sobie poradzić. Siedziała pogrążona w letargu, sprawiając wrażenie, jakby zasnęła. Od razu wiedziałem, że udaje. Choćby dlatego, że nie osunęła się z krzesła. Postanowiłem to przeczekać. Po kilku minutach pani postanowiła „wrócić do żywych”. Stwierdziła, że może zgłosi się jednak na kolejny termin egzaminu. 

Truizmem jest stwierdzenie, że czasy się zmieniają. Ale czy zmienia się również sama sesja? Czy dzisiejsze egzaminy różnią się od niegdysiejszych? 

– Mam taką historię sprzed dwóch lat – dodaje prof. Wojciech Knieć. – Pewna pani miała przystąpić do egzaminu ustnego, ale się nie pojawiła. W zamian przysłała mi maila mniej więcej takiej treści: „Nie mogłam się pojawić na egzaminie, przepraszam. Mam okienko w środę między 14.00 a 16.00. Będę czekać w ‘harmonijce’. Pozdrawiam”. Z braku lepszych pomysłów odpisałem: „Będę”. Ta anegdota ma jednak pewien głębszy sens. Pokazuje, do czego dochodzi w dzisiejszym świecie, kiedy racją nadrzędną jest hasło „student nasz pan”. Kiedyś w wieży z kości słoniowej siedział profesor… Dziś się to odwraca. 

Wiele zmieniła z pewnością technika. Jak choćby elektroniczny system obsługi studentów USOS. 

– Czasy indeksów papierowych były zupełnie inne – dodaje prof. Marcin Wiewióra. – Bywało, że miałem ich na stole czasem nawet 200. Koszmarem było odnalezienie tego właściwego. Chyba mogę dziś, po tylu latach, przyznać, że prosiłem o to samych studentów. „Proszę, niech pan odnajdzie swój indeks”. Nie miałem na to siły. USOS rozwiązał w tym względzie wiele problemów. Choć z drugiej strony dzisiejsi studenci nie mają już pamiątek po studiach w postaci indeksów. Kiedyś, po pięciu latach nauki, taki szanujący się indeks wyglądał, jakby naprawdę był po przejściach. 

Zmieniła się również egzaminacyjna moda. Nie do pomyślenia było kiedyś przystąpienie studenta do egzaminu bez garnituru. 

– Kiedyś garnitury były oczywiste – dodaje prof. Wiewióra. – Dziś już nie ma elegancji. Dziś są krótkie spodenki. Podobnie jak tradycyjne ściągi zostały zastąpione przez smartfony. Cóż, świat wszedł w XXI wiek…