Tak wyglądają święta w Hospicjum „Nadzieja” i toruńskim Domu Pomocy Społecznej

Mieszkańcy Domu Pomocy Społecznej przygotowują się do wigilijnej wieczerzy (fot. Łukasz Piecyk)

Jak w każdym domu tu także jest radość i są łzy wzruszenia. Jest karp, opłatek, są kolędy. Tylko życzenia trochę inne. Staś nie chce wracać na oddział onkologiczny, Marysia od prezentów woli rodzinę, a pani Danuta? W ten wyjątkowy dzień czeka na swoją zastępczą rodzinę. Boże Narodzenie, zarówno w hospicjum, jak i w Domu Pomocy Społecznej również może być magiczne. 

Najstarszy podopieczny hospicjum ma 21 lat. Najmłodszy to zaledwie sześciomiesięczny chłopiec, który porzucony przez rodziców tu znalazł swój dom. W nim chore dzieci i młodzież od lat spędzają święta.  

– Naszym podopiecznym oddajemy całe swoje serce – tłumaczy Aleksandra Ruszczak, prezes zarządu Fundacji Społeczno-Charytatywnej „Pomoc Rodzinie i Ziemi” w Toruniu. – To właśnie dla nich oraz dla ich rodziców zorganizowaliśmy mikołajki, by mogli choć przez chwilę wspólnie pośpiewać kolędy czy porozmawiać. Tu także stanie wigilijny stół, przy którym wspólnie połamiemy się opłatkiem. 

Piąty rok z kolei podczas wigilii w rolę Świętych Mikołajów wcielą się Ada Płachetko i Marta Lenkiewicz, które wręczają dzieciom prezenty z ich świątecznych listów. W nich proszą o laptopy, tablety i wiele innych rzeczy. Nie wszystkie jednak o to samo. 

– Nie chcę wracać na oddział onkologiczny – mówi kilkuletni Staś, który przeszedł białaczkę. Jest pod stałą kontrolą lekarzy. Jest także rehabilitowany, ponieważ chemioterapia w jego małym organizmie zrobiła ogromne spustoszenie.  

Marysia, urodzona z przepukliną oponowo-rdzeniową i rozszczepem kręgosłupa, podobnie jak Staś przebywa w hospicjum domowym. Tam w profesjonalnej opiece nad córką pomagają rodzicom rehabilitanci, lekarze oraz pielęgniarka. Nie są z chorobą zostawieni sami sobie i w każdej chwili mogą zwrócić się o pomoc do fundacji. 

– To, jak spędzamy święta, zależy od nas – tłumaczy mama dziewczynki. – Marzymy o normalności. A upływający czas? On dla nas się nie liczy. 

Marysia o swoich bożonarodzeniowych marzeniach woli nie mówić. Wspomina zaś o rzeczach małych – tych potrzebnych, ale jak podkreśla, nie one są najważniejsze. Najważniejsza jest rodzina. 

Za kilka dni w hospicjum ponownie wszyscy zasiądą do wspólnego stołu. Czego sobie będą życzyć, łamiąc się opłatkiem? 

– Zdrowia, szczęścia i miłości – takiej na co dzień – dodaje Aleksandra Ruszczak. – Aby tu pracować, trzeba kochać te dzieci, a one z czasem pokochają nas. Kierujemy się serduchem. 

To serce widać także w przygotowaniach do świąt w toruńskim Domu Pomocy Społecznej. Opłatkiem przełamią się tam zarówno podopieczni, jak i zaproszeni goście. 

– W tym roku dla wszystkich kolędy zaśpiewają pracownicy DPS-u – mówi dyrektor Andrzej Kobyłecki. – Wcześniej chór składał się z mieszkańców domu, jednak czas jest nieubłagany. My przejęliśmy ich działania. 

Dziś w toruńskiej placówce mieszka 120 osób. Często są to ludzie dojrzali, którzy z przyczyn losowych nie mają już nikogo bliskiego. 

– Mieszkam tu od 31 lat, a każde święta spędzam wyjątkowo i rodzinnie – mówi 94-letnia Danuta Janowska. – I choć jestem osobą samotną, mam grono wspaniałych przyjaciół. Mam także rodzinę zastępczą, z którą znam się od kilkudziesięciu lat, która tu mnie odwiedza. W ten szczególny, jedyny taki dzień w roku najbardziej czekam właśnie na nich. Mimo że jestem już po prostu stara, wciąż także czekam na Mikołaja. 

O świąteczny wystrój korytarzy domu i stołówki, w której odbędzie się wigilia, dbają sami mieszkańcy, przygotowując piękne papierowe, bożonarodzeniowe ozdoby. W ramach zajęć terapeutycznych powstają anioły, choinki, bombki i stajenki. Wszystko wykonane własnoręcznie. 

– Tworzymy to, co przyjdzie nam do głowy – mówią obecne w pracowni mieszkanki DPS-u. – Jest to dla nas wielka radość. Robimy to dla przyjemności, dla tej wyjątkowej atmosfery. 

A tę poczuć można w placówce także 24 grudnia, kiedy już we własnym gronie mieszkańcy zasiadają do wigilijnego stołu. Dyrektor zaś odwiedza w pokojach wszystkich, którzy nie mogą pojawić się w stołówce. A gdy wieczór nastanie… 

– Spotykamy się w kilka osób w jednym pokoju i wspominamy Boże Narodzenie sprzed lat – mówi Piotr Bieliński, niepełnosprawny podopieczny. – Pamiętam, jak kiedyś wystraszyłem się gwiazdora i wpadłem na pięknie ubraną choinkę. Ile było śmiechu! Dziś gwiazdor także o nas nie zapomina. O tam, tam stoi moja choinka. Ja również będę na niego czekał. Bo przecież każdy ma w sobie odrobinę dziecka. 

[fbcomments]