Tego maratonu miało nie być

(fot. Łukasz Piecyk)

Toruń Marathon. Tak się w tym roku nazywała impreza, która dotychczas nosiła nazwę Maraton Toruński. I oby pod taką nazwą funkcjonowała nadal. Nie ma już bowiem Maratonu Toruńskiego. Zniknął. Poddał się. Zawisł (bo co „zawieszone”, to wisi).

Biegacze uczestniczyli w tym roku w imprezie absolutnie niezwykłej. Choćby z tego powodu, że Toruń Marathon był jedynym maratonem w Polsce organizowanym 25 października, w dniu wyjątkowo ważnych wyborów. Ale po pierwsze – był to maraton, którego zwyczajnie miało nie być!

Przypomnijmy: 8 maja Stowarzyszenie Kultury Fizycznej Maraton Toruński, powołane przed dziewięciu laty po to, by organizować maraton, ogłosiło, że daje sobie z nim spokój. Poinformowało, że „zawiesza” edycję imprezy w tym roku, bo dostało na organizację zbyt mało pieniędzy.

Maratończycy oburzyli się. Pojawiły się komentarze, że władze stowarzyszenia odpuszczają koronny dystans, bo wolą zarabiać na – przejętym kiedyś od maratończyków z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika – Półmaratonie Świętych Mikołajów. By uszanować tradycję, zaczęto się nawet umawiać na przyjacielski wspólny bieg poboczem tradycyjnej trasy maratońskiej przez Łubiankę.

Najbardziej oburzył się Ryszard Kowalski, szef toruńskiego Towarzystwa Krzewienia Kultury Fizycznej i członek-założyciel Stowarzyszenia Maraton Toruński, który wymyślił maraton w Toruniu w 1983 roku i nie dopuszczał myśli, by po 32 latach miało go nagle zabraknąć. Zebrał młodych, ambitnych ludzi, którzy przy jego wsparciu zaczęli od zera organizować poważną imprezę, czyli właśnie Toruń Marathon. Zasadniczą kłodą leżącą pod ich nogami był wpis na stronie internetowej Stowarzyszenia Maraton Toruński, że w tym roku maratonu w Toruniu nie ma… Jak dotrzeć do biegaczy w kraju z informacją, że impreza jednak odbędzie się, tylko pod nieco zmienioną nazwą, bo tę starą zastrzegają sobie ci, którzy maratonu nie robią (w połowie września dopiero wspomniano na stronie stowarzyszenia o „scedowaniu organizacji” biegu na TKKF)? Biegacze ocenili jednoznacznie – władzom Stowarzyszenia Maraton Toruński wyraźnie nie zależało na tym, by tegoroczna impreza się udała. Bo nie była ich. Znawcy biegowego światka oceniali zaś, że w tych warunkach nie da się zebrać na starcie więcej niż dwieście osób. Udało się. Uczestników Toruń Marathon było pół tysiąca. Udało się też nawiązać do, poznanej dopiero niedawno ze szczegółami, najcenniejszej tradycji maratonu w Toruniu – jedną z nagród wręczała córka zwycięzcy pierwszego biegu maratońskiego w Polsce, który odbył się właśnie w Toruniu w 1924 roku. To było jak nowe otwarcie!

Tymczasem działacze Stowarzyszenia Maraton Toruński wykluczają właśnie Ryszarda Kowalskiego ze swych szeregów. Karzą go za kontynuowanie imprezy skazanej przez nich na niebyt i za mówienie prawdy o tej sprawie. Zaiste, przedziwny bieg, przedziwne okoliczności. Ale jedno, miejmy nadzieję, pewne – od teraz mamy w Toruniu Toruń Marathon. I niech tak zostanie.