Tomasz Kotowski, zawodnik KST Energi-Manekin Toruń, zdobył trzy medale!

Tomek na początku lutego brał udział w mistrzostwach Europy w Soczi.

Tenisiści stołowi przywieźli z Białegostoku cztery medale. Trzy z nich, z czego dwa złote, zdobył Tomasz Kotowski, któremu do kompletu tytułów mistrzów Polski brakuje tylko triumfu w kategorii seniorskiej. 
 
Kwietniowe mistrzostwa były dla „Kotka” i jego kolegów najważniejszym wydarzeniem krajowym tego sezonu. Przypomnijmy, że Tomek na początku lutego brał udział w mistrzostwach Europy w Soczi, gdzie chociaż nie zdobył krążka, pokazał się z bardzo dobrej strony, pokonując turniejową „jedynkę”, Szweda Antona Kallberga.  

– Do Białegostoku pojechałem po medal – otwarcie przyznaje Tomasz Kotowski.- Byłem rozstawiony z numerem drugim, a to zobowiązuje. Bardzo chciałem tego krążka, chociaż nie myślałem konkretnie, z jakiego będzie kruszcu. Wiedziałem, że turniej jest bardzo silnie obsadzony.  

W pierwszym spotkaniu Tomek zwyciężył 4:1 z Jakubem Jędrzejczakiem z UKS Lupus Kabaty Warszawa. Potem kolejno pokonywał Bartosza Lebrechta, Krzysztofa Włóczkę i swojego kolegę z Energi-Manekina Toruń Macieja Kotarskiego, co dało mu awans do półfinału.  

– Spodziewałem się tam Patryka Zatówki, z którym występuję w reprezentacji – mówi. – Doszło jednak do niespodzianki, gdyż Patryk uległ Tomaszowi Tomaszukowi. Z Tomkiem stoczyłem wyrównane spotkanie, ale ostatecznie to ja wyszedłem z niego zwycięsko w stosunku 4:2. 

W wielkim finale spotkali się faworyci rozgrywek – turniejowa jedynka i dwójka”, czyli Marek Badowski i Tomasz Kotowski. Dodatkowym smaczkiem był fakt, że rywal Tomka reprezentuje bydgoską Gwiazdę. 

– Z Markiem rozegraliśmy dziesiątki spotkań. Raz był lepszy on, raz ja – twierdzi Tomasz Kotowski. – Teraz mistrzem mógł być tylko jeden.  

19-latek reprezentujący Energę-Manekina bardzo dobrze otworzył mecz i spośród czterech setów trzy padły jego łupem. Badowski nie poddał się i odrobił straty. O tytule mistrza Polski miał zadecydować set numer siedem.  

– Nerwy zawsze się pojawiają w takich chwilach, ale już kilka finałów zakończonych w siódmym secie mam za sobą. Wiedziałem, że ręka nie może zadrżeć – mówi Tomek Kotowski. – Wszystko potoczyło się po mojej myśli, a ostatni set wygrałem 11:8. Po wszystkim padłem na podłogę i nie wierzyłem, że się udało. Podeszli do mnie z gratulacjami rodzina, trener i prezes, ale również Marek, który stwierdził, że tym razem nie miał szans. Zachował się jak prawdziwy przyjaciel. Wiem, że jeszcze wiele takich spotkań przed nami.  

Dla „Kotka” turniej w Białymstoku nie zakończył się tylko sukcesem indywidualnym. Tomek zwyciężył rywalizację mieszaną wraz z Natalią Bajor z KU AZS UE Wrocław, a także zdobył brązowy medal wspólnie z Maciejem Kotarskim.  

– Gdy tam przyjechałem, nie czułem się jakoś nadzwyczajnie dobrze – twierdzi. – Uważam zresztą, że w swojej karierze rozgrywałem lepsze turnieje. Cieszę się bardzo z tytułu indywidualnego mistrza Polski, mam już takie wyróżnienia w kategorii młodzika, kadeta i juniora, i brakuje mi tylko złota w seniorach.  

Tomek zakończył już sezon. W przedostatnim spotkaniu ligowym Energi-Manekina doznał pęknięcia łąkotki i musiał przejść zabieg artroskopii. Przerwa w treningach Tomka potrwa około dwóch miesięcy, a później tenisista zapowiada ciężką pracę. Jak twierdzi jego trener Cazuo Matsumoto, „Kotka” stać nawet na reprezentowanie Polski podczas Igrzysk Olimpijskich w Tokio 2020. Nie mamy nic przeciwko takiemu rozwiązaniu.