Toruński aktor Niko Niakas doczeka się filmu

Wszyscy, którzy go znają, są zgodni: zasługuje na film jak mało kto. (fot. Patrycja Marcinkowska)

Powstaje film biograficzny o znanym toruńskim aktorze Niko Niakasie. Reżyseria – Marianna Korman, scenariusz… życie. To jedna z najbardziej malowniczych postaci Torunia. Grek z pochodzenia, Polak z urodzenia, torunianin z wyboru będzie miał swój biograficzny film, w którym opowie o swoich życiowych wyborach i sztuce, której poświęcił życie. 

Pracowali razem przy spocie społecznym. On został obsadzony w głównej roli, ona reżyserowała. Spot wyszedł, zdaniem Niko, znakomicie. 

– Obserwowałem tę młodą istotę przy pracy – mówi Niko Niakas. – Dar robienia tych niesamowitych ujęć dostała chyba od Boga. Poza tym jest tak perfekcyjna, że czegoś podobnego jeszcze nie widziałem. Ta dziewczyna daleko zajdzie. 

– Pracując z Niko, coraz bardziej go „odkrywałam” – dodaje Marianna Korman. – Przegadaliśmy wiele dni. Wiedziałam oczywiście, że to postać nietuzinkowa i barwna. Ale nie zdawałam sobie sprawy, że do tego stopnia. Stało się dla mnie oczywiste, że to znakomity materiał na biografię. Zaproponowałam mu, że zrobię o nim film. Ku mojej ogromnej radości – zgodził się. 

Grecka wojna domowa z roku 1949 wygnała jego rodziców z kraju. Trafili do Polski, do Wrocławia. Tu przyszedł na świat Niko. Jego pierwszym językiem był grecki. 

– Miałem duże problemy, żeby osiągnąć taki stopień znajomości polskiego, jak mam obecnie – wspomina Niko. – W szkole teatralnej w kółko wytykali mi moje „ś”, „ć”, „ź”. Całymi latami ćwiczyłem przed lustrem z korkiem w ustach. Teraz już mojej „greki” nie słychać. 

W 1983 roku przyjechał do Torunia, jak sam mówi, na chwilę. Miał to być angaż na jeden rok. 

– Wtedy podpisywało się umowy na jeden sezon – dodaje Niko. – Aktorzy krążyli od teatru do teatru. Rok miałem być w Toruniu, potem chciałem przenieść się gdzieś indziej. Nigdy jednak do tego „gdzieś indziej” nie doszło. Zostałem w Toruniu do dziś. Dlaczego? Podoba mi się tu bardzo. To miejsce, ci ludzie. W tej chwili to jest już moje miasto. Czuję się, jakbym był stąd. 

W tym roku Niko Niakas przechodzi na emeryturę, ale jeszcze będzie grywał w Horzycy. Czy zatem film o nim potraktować można jako „podsumowanie” artystycznej działalności? 

– Gdybym ja to wymyślił, to wtedy mógłbym w tych kategoriach rozumować – mówi Niko. – Kiedy w pewnym momencie młoda, niesamowicie zdolna reżyserka mówi do ciebie: „Chłopie, przecież ty jesteś świetnym materiałem, by o tobie zrobić film”, to co możesz powiedzieć? Zgadzasz się po prostu. Prawdę mówiąc, nie wiem, dokąd nas to zaprowadzi. 

Już dawno temu nauczyłem się żyć z dnia na dzień. W tym wieku powinno się tak żyć: cieszyć chwilą. Wtedy ma się mniej problemów. Wygodne to jest niebywale. Chciałbym tylko jednego: żeby ludzie się dowiedzieli, że jest taka niesamowita reżyserka. 

– Cały Niko – mówi Marianna Korman. – Nawet w takiej chwili nie myśli o sobie. 

Warto powiedzieć, że budżet filmu jest praktycznie zerowy. Osoby, które zgodziły się wziąć w nim udział, robią to absolutnie charytatywnie: Bogdan Hołownia, Jorgos Skolias, Ilias Wrazas, Marcin Partyka i inni. 

– Zgodzili się wziąć udział w przedsięwzięciu za darmo, bo po prostu go kochają – mówi reżyserka. – Jednak aby dokończyć film, potrzebujemy zebrać jeszcze ok. 8 tys. zł. To głównie koszty wypożyczenia sprzętu: kamery do zdjęć podwodnych, pianina do plenerowych nagrań Bogdana Hołowni itp. Obecnie, po skręceniu mniej więcej połowy materiału, znaleźliśmy się w impasie – nie mamy środków. Jestem jednak dobrej myśli: wierzę, że ogłoszona zbiórka przyniesie efekt.  

Prace zamierzamy zakończyć we wrześniu, aby film pokazać na tegorocznym Festiwalu Tofifest. 

Osoby, które zechciałyby wesprzeć projekt, więcej informacji znajdą na stronie https://wspieram.to/nikoniakas.