Tropiciel napisów. Kim jest Kamil Snochowski?

- Im bardziej zapuszczona kamienica, tym jest ciekawsza – mówi Kamil Snochowski (fot. Łukasz Piecyk)

Kamil Snochowski jest grafikiem komputerowym. Z zamiłowania natomiast to miłośnik starego wzornictwa i tropiciel napisów na fasadach kamienic. 

Przed stu laty Toruń wyglądał inaczej. To oczywiście truizm, jednak czy na pewno zdajemy sobie sprawę z tego, jak bardzo wyglądał inaczej? A nade wszystko, jak wyglądały domy okresu sprzed I wojny światowej? 

– Kiedyś kamienice były znacznie bardziej popisane – mówi Kamil Snochowski. – Reklamy biegły od góry do dołu. Obecnie ściana jest niemal tabu. O tym, co może się na niej znaleźć, decyduje miejski konserwator zabytków. Nikogo też dziś nie dziwi, że ludzie nie inwestują w ładne malowane szyldy, bo interesy trwają o wiele krócej niż kiedyś. Nie są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Parę lat i interes zostaje zwinięty, a w jego miejsce pojawia się nowy. 

I właśnie śladów tych starych napisów, wyglądających gdzieś spod tynków, Kamil Snochowski poszukuje. 

Zaczęło się od tego, że kilka lat temu przypadkowo zauważył na ścianie kamienicy przy ul. Mickiewicza 90 stary szyld zakładu fryzjerskiego Franciszka Laksa. 

– Po prostu tamtędy przechodziłem – dodaje Kamil. – Czysty przypadek. Podniosłem głowę i tak to się zaczęło. Ta wieloletnia pasja. Codziennie przechodzimy obok miejsc i rzeczy, których nie zauważamy. A wystarczy tylko je dostrzec. Ktoś mógłby zapytać, dlaczego akurat ja je zauważam? Jestem grafikiem i stare napisy interesują mnie jako przykłady typografii i liternictwa szyldów czasów minionych. Po prostu interesuję się starymi reklamami. 

Później przyszedł czas na kolejne odkrycia. Na ul. Sienkiewicza długo trwało odgadywanie, co tam było napisane, ale się udało: Berliner Brot. Z kolei na starówce odczytał napis na ścianie przy ul. Ducha Świętego. To była stara reklama sprzętów kuchennych. 

– One same wychodzą na jaw, wystarczy je zauważyć – dodaje Kamil Snochowski. – To, co ja robię, to właśnie zauważam. Chodzę po mieście i staram się odnaleźć ślady starych napisów, miejsca, gdzie mogą się wyłonić spod farby i tynku. Myślę, że dlatego tak trudno je zlokalizować, ponieważ trzeba poszukiwać w miejscach, najoględniej mówiąc, niepięknych. Przechodząc obok obdrapanej kamienicy, wystarczy na niej zawiesić wzrok. Nie jest to łatwe, ponieważ jest ona po prostu brzydka, brudna i obdrapana. I nagle okazuje się, że to, co wyglądało jak brud czy grzyb, zaczyna układać się w jakąś sensowną całość. Dopiero wtedy, gdy już się taki napis ujawni, angażują się w to osoby lepiej znające historię Torunia, które są w stanie powiedzieć: tu była restauracja, tu był kiedyś sklep. Zdarza się, że nowemu odkryciu towarzyszą długie i żmudne poszukiwania w archiwach. 

Napis z zakładu fryzjerskiego Franciszka Laksa Towarzystwo Opieki nad Zabytkami próbowało odnowić poprzez włączenie go w budżet partycypacyjny. Kamienica należy do miasta, więc była szansa na to, że zostanie przywrócona jej dawna świetność. Niestety nie udało się, ponieważ wygrały inne projekty. 

Osobny problem stanowią właściciele kamienic. Są tacy, którzy nie zgadzają się na renowację napisów: np. kamienica na rogu ul. Łaziennej i ul. Ciasnej w budynku, w którym kiedyś była łaźnia. Jest tam reklama, choć ledwie widoczna, usług przewozowych. Prawdopodobnie nie zostanie ona odnowiona. 

– Nie tracimy jednak nadziei – wyjaśnia Kamil. – Warto o takie rzeczy zabiegać, ponieważ jest to fenomenalny materiał edukacyjny. Takie napisy przypominają nam o tym, że kiedyś na mapie Europy nie było Polski i nie było polskich szyldów. To są przede wszystkim historie tych konkretnych miejsc: sklepiku czy restauracji. One są bardzo ulotne. Wyciąganie tego na światło dzienne to wskazywanie: tu mieszkał taki człowiek, prowadził taką a taką działalność. 

Jako archeologiczna pasja jest to niewątpliwie zajęcie ciekawe. Okazuje się jednak, że z podobnymi poszukiwaniami trzeba się spieszyć. 

– Co ciekawe, jeszcze 10 lat temu było tych napisów znacznie więcej – podkreśla Kamil. – Wiele „szkód”, mówiąc przenośnie, wyrządziły pieniądze unijne. Kamienice są remontowane jedna po drugiej. Z punktu widzenia estetyki miasta to oczywiście dobrze. Jednak dla nas, miłośników starych napisów, to ogromna strata. Bo one giną bezpowrotnie. Chciałbym, żeby przetrwały. Żeby ich nie usuwano. A najchętniej, by w przyszłości dało się utworzyć w Toruniu szlak wiodący starymi napisami.