Trwa proces policjanta, który w stanie nietrzeźwym doprowadził do wypadku z udziałem karetki

Toruński sąd będzie musiał rozstrzygnąć, kto w dniu wypadku prowadził pojazd (fot. Adam Zakrzewski)

Trwa proces toruńskiego policjanta, który został oskarżony o prowadzenie pojazdu po spożyciu alkoholu i nakłonienie kolegi do składania fałszywych zeznań. Bartoszowi P.  go grozi do 3 lat więzienia. Mężczyzna jeszcze w grudniu został zwolniony z policji. Pracował w niej od 2007 r.

– Podczas stłuczki z karetką pogotowia spałem pijany na tylnej kanapie – mówił były funkcjonariusz.

Robert R. – osoba, którą wskazuje mężczyzna, twierdzi jednak, że nie było go w chwili zdarzenia w pojeździe. Dodaje, że kolega po fachu zapytał, czy nie wziąłby na siebie odpowiedzialności za wypadek.

– Zgodziłem się, bo jest moim kumplem – powiedział śledczym mężczyzna, który pochodzi z tej samej wsi co policjant i przyjaźni się z nim od dziecka.

Zderzenie samochodu z karetką

W toruńskim sądzie trwa rozprawa, dotycząca wypadku, do jakiego doszło 21 grudnia ub.r. na skrzyżowaniu ul. Żwirki i Wigury z ul. Lotników. Samochód zajechał tam drogę karetce pogotowia.

Po kolizji, oskarżony cztery razy dmuchał w alkomat, zaś urządzenie wskazało, że miał w organizmie pomiędzy 2,34 a 2,68 promila alkoholu. Według jego wersji kompan uciekł, bo nie miał prawa jazdy, o czym miał mu powiedzieć dopiero po fakcie.

– Tłumaczył, że skręcając zamiast jedynki, wrzucił trójkę i dlatego zderzył się z karetką – kontynuował były policjant.

Teraz toruński sąd będzie musiał rozstrzygnąć, kto feralnego wieczoru prowadził pojazd.