Udany rewanż Byków w gorącej atmosferze; KS Toruń – Unia Leszno 44:46

Sezon zasadniczy zbliża się ku końcowi. Czy KS Toruń znajdzie się w fazie play-off? (fot. Adam Zakrzewski)

Klub Sportowy Toruń doznał pierwszej domowej porażki w aktualnym sezonie, przegrywając z Unią Leszno 44:46. Lider tabeli zrewanżował się za spotkanie rozgrywane na stadionie Alfreda Smoczyka w Lesznie, gdzie w takim samym stosunku punktowym lepsi okazali się torunianie.

Mecz był bez wątpienia hitem 12 kolejki. Unia to zdecydowany lider tabeli oraz drużyna najlepiej jeżdżąca na wyjazdach, zaś zespół KS Toruń był jedynym niepokonanym zespołem na własnym obiekcie.

Od początku było widać, iż drużyny będą chciały za wszelką cenę przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Podczas przejazdu pierwszego łuku premierowego wyścigu upadł Tomas H. Jonasson i wyścig musiał zostać powtórzony. Sędzia Tomasz Proszkowski zdecydował jednak, iż szwedzki żużlowiec nie pojedzie ponownie i wykluczył go z pierwszej gonitwy. Na szczęście unitów, Nicki Pedersen okazał się lepszy od Grigorija Łaguty oraz Kacpra Gomólskiego i mecz rozpoczął się od wyniku remisowego.

Wszystkie biegi tej serii kończyły się tym samym rezultatem oprócz drugiego – juniorskiego. Piotr Pawlicki i Bartosz Smektała okazali się lepsi od pary Paweł Przedpełski/Dawid Krzyżanowski, przywożąc cztery punkty za zwycięstwo oraz trzecie miejsce. W trakcie pierwszej przerwy na kosmetykę toru Unia prowadziła 11:13.

Piąta gonitwa okazała się być wyczekiwanym przez kibiców zwycięstwem punktowym gospodarzy. Humory dopisywały przez tylko bardzo krótki moment. Chwilę po starcie biegu numer sześć na żużlu wylądował Jason Doyle. Jadący za nim Dawid Krzyżanowski chcąc ominąć Australijczyka z impetem wpadł w bandę. Cała MotoArena zamarła, gdy mechanicy Dawida łapali się za głowy kiedy doktor będący na stadionie udzielał mu pomocy. Po spotkaniu okazało się, że młody zawodnik był reanimowany, gdyż doznał silnego urazu głowy. Krzyżanowski został przewieziony do szpitala, gdzie jego stan miał się polepszyć. Taki stan rzeczy bardzo deprymująco wpłynął na Doyla, który w trzyosobowej powtórce nie potrafił nawiązać walki z lesznianami i przyjechał na ostatniej pozycji.

Na szczęście już chwilę później ponownie był remis, kiedy to Grigorij Łaguta oraz Kacper Gomólski odnieśli pierwsze podwójne zwycięstwo dla zespołu KS Toruń. Punktem kulminacyjnym spotkania był jednak bieg ósmy i to co się stało zarówno na torze, jak i poza nim. Ze startu bardzo dobrze wyszli Przedpełski z Doylem. Do szalonej szarży przystąpił jednak Nicki Pedersen, który w kontakcie z Jasonem wpierw doprowadził do jego upadku, a później Pawła. Emocji nie wytrzymał manager torunian – Jacek Gajewski. Kiedy Duńczyk zjawił się w swoim boxie, Gajewski podszedł do niego i prawdopodobnie wyraził swoje negatywne zdanie o jeździe Nickiego. Ten nie był mu dłużny, i najpierw zaatakował managera kaskiem, a później kopnął go w lewą nogę. W efekcie, Pedersen otrzymał czerwoną kartkę i został wykluczony do końca meczu. Kolejny upadek Doyla całkowicie rozproszył Australijczyka, i mimo jazdy w powtórce na podwójnym prowadzeniu dał on się wyprzedzić Jonssonowi. Mimo tego, KS Toruń po raz pierwszy tego dnia wyszedł na prowadzenie – 25:23.

Tracąc przewagę oraz osłabieni brakiem Pedersena „Byki” wydawały się być łatwiejszym „kąskiem” dla KS. Nic bardziej mylnego. Trzecia seria była popisem jazdy zespołu Unii, który wygrał trzy wyścigi, z czego dwa razy podwójnie. Żużlowców z grodu Kopernika stać było tylko na odpowiedź w gonitwie 12, kiedy osamotniony Smektała przyjechał za Chrisem Holderem oraz Przedpełskim. Ostatni bieg przed „nominowanymi” również nie był pozbawiony emocji. Tym razem pechowcem okazał się Grzegorz Zengota, którego „wyniosło” na pierwszym łuku i nie był on w stanie opanować motocykla upadając. Trzyosobowa powtórka była walką miedzy rodowitym torunianinem – Adrianem Miedzińskim, byłym zawodnikiem zespołu z MotoAreny – Emilem Sajfutdinowem oraz debiutującym w tym sezonie w drużynie KS Toruń – Grigorijem Łagutą. Najlepszy okazał się ten ostatni, a za jego plecami uplasował się jego rodak. Mimo przywiezionego zwycięstwa 4:2, w lepszej sytuacji przed dwoma ostatnimi wyścigami byli goście, którzy prowadzili 38:40.

Bieg czternasty był pasjonującą walką pomiędzy Pawłem Przedpełskim oraz Piotrem Pawlickim czyli juniorami obu drużyn. Górą był zawodnik Unii, potwierdzając swoją kapitalną formę. Pawlicki uzbierał na swoim koncie 14 punktów, przegrywając tylko… z Przemysławem Pawlickim – jego bratem. Kolejny remis biegowy przybliżał lesznian do upragnionego triumfu. Wszystko miało wyjaśnić się w biegu 15. Na jego starcie stanęli Chris Holder i Grigorij Łaguta oraz Emil Sajfutdinow i Przemysław Pawlicki. W przypadku podwójnego zwycięstwa biegowego torunian cała pula punktowa zostałaby na MotoArenie. Jeżeli padłby wynik 4:2 dla Klubu Sportowego wtedy drużyny podzieliłyby się punktami, a bonus również pozostałby w grodzie Kopernika. Remis sprawiał, iż bonus nie zostanie przyznany nikomu, a dwa punkty za zwycięstwo pojadą do Leszna. Każda wygrana zawodników Unii premiowała ich do zgarnięcia trzech punktów. Ze startu bardzo dobrze ruszyli gospodarze znajdując się przez krótką chwilę na prowadzeniu. Wtedy, do walki włączył się „drugi z katów” po Piotru Pawlickim – Sajfutdinow. Rosjanin przeprowadził kapitalną szarże wyprzedzając obu zawodników KS i zostawiając ich po chwili w tyle. Ci musieli zadowolić się faktem, iż na mecie byli szybciej niż Przemysław Pawlicki. Taki obrót wydarzeń sprawił, iż Unia stała się pierwszym zespołem, któremu udało się pokonać KS Toruń na własnym stadionie.

Zapowiadany mecz jako hit kolejki nie zawiódł. Emocje sięgały zenitu, co można było zaobserwować w przypadku Pedersena oraz Jacka Gajewskiego. Po tym spotkaniu Unia jest praktycznie pewna zwycięstwa w rundzie zasadniczej PGE Ekstraligi. W Toruniu żal jest straconych punktów, jednak zespół „Aniołów” nie stoi na straconej pozycji. Na drużynę czekają jeszcze dwa spotkania: wyjazdowy mecz do Grudziądza oraz domowe spotkanie z Unią Tarnów. Te dwa mecze zadecydują o tym, czy Klub Sportowy z Torunia dostanie się do upragnionej fazy play-off.