Ułani nie pękają

(fot. Jacek Kiełpiński)

Życie w dawnych koszarach przy Mickiewicza nie jest usłane różami, jednak mieszkańcy ogólnie nie narzekają. Niepokoi ich jednak niepewność, co do przyszłości tych trzech wyjątkowych budynków.

W 1882 roku, gdy przystępowano do budowy koszar ułańskich w tej części Torunia, był tu sosnowy lasek. Jego pozostałością jest skwer pomiędzy ul. Mickiewicza i Bydgoską, gdzie przez lata znajdowała się stacja paliw. Trzy koszarowe budynki wzdłuż Mickiewicza są dziś niszczejącymi zabytkami, w których funkcjonuje 141 mieszkań. Żyje tam od 350 do 500 osób.

– Z dawnych koszar pozostały te trzy budynki mieszkalne dla szeregowców i podoficerów oraz pobliskie kasyno należące od lat do UMK. Cały teren koszar, o powierzchni ponad 10 hektarów, rozciągał się do dzisiejszej ulicy Broniewskiego. Wokół placu ćwiczeń znajdowały się stajnie i kuźnie. Dziś w miejscu tym jest osiedle Zieleniec – tłumaczy Adam Kowalkowski, toruński przewodnik. – Budynki koszarowe o konstrukcji szkieletowej są charakterystyczne dla tamtego okresu. Zachowały się nawet, zamalowane niestety farbą dziś odpadającą płatami, napisy pochodzące z czasów świetności. Pozostały też resztki pompy, która dostarczała ułanom wody.

Napisy na pierwszym piętrze głównej klatki schodowej budynku przy Mickiewicza 148 pamiętają dobrze mieszkańcy.

– Po liternictwie można było poznać, że pochodziły z czasów pruskich – zapewnia mieszkająca tu od urodzenia Zdzisława Marszałkowska. – Obok były namalowane szable. Nikt z nas nie rozumie, czemu je zamalowano w trakcie remontu, który dobrze pamiętam. Historią należy się przecież chwalić i dbać o nią…

Po ułanach pruskich koszary przejęli ułani polscy. Po wojnie z bolszewikami w 1920 roku stacjonował tu 18 Pułk Ułanów z Grudziądza. W ręce cywilne koszary przeszły po II wojnie światowej.

– Długie korytarze w budynkach długich na 93 metry zostały przegrodzone na mieszkania. Dziś chyba każde z nich jest inne – przyznaje Zdzisława Marszałkowska pokazując rozwiązania zastosowane u niej: piec ogrzewający dwa pokoje równocześnie, piecyk kuchenny z rurą kominową wyprowadzoną w ten sposób, by ogrzewana była też łazienka i drewniane schodki, którymi z okna można wyjść do tzw. przedogródka oddzielającego budynek od ul. Mickiewicza.

O tym, że budynki mają być wyburzone mówi się od lat. Częściowo chronić je przed tym ma wpisanie w 2011 całego Bydgoskiego Przedmieścia do rejestru zabytków.

– Budynki są w gminnej ewidencji zabytków i nic mi nie wiadomo, by były zakusy ich likwidacji pod jakąś inwestycję – mówi Sławomir Szczerbiński, z-ca miejskiego konserwatora zabytków.

Uspokaja też Wojciech Cetkowski z Miejskiej Pracowni Urbanistycznej. – Nie ma miejscowego planu dla tych terenów. To znaczy, że miasto obecnie nie planuje inwestycji w tym miejscu.

Ale też miasto nie pali się do remontów niszczejących budynków. Pewnie głównie dlatego, że – jak informuje Zakład Gospodarki Mieszkaniowej – ponad połowa najemców zalega z opłatami czynszowymi, a do zwalnianych lokali przesiedlani są eksmitowani z innych części miasta.

– Coraz więcej u nas lokali socjalnych. A to źle wróży – komentują mężczyźni siedzący na pobliskiej ławeczce. – Ostatnio paliło się i tu i tam… Może liczą, że wszystko pójdzie z dymem i teren się oczyści? Nie widać życzliwego zainteresowania miasta tym miejscem. Gdyby chociaż plac zabaw dla dzieci z prawdziwego zdarzenia zrobili, to byśmy uwierzyli, że nie jesteśmy na odstrzał. A tak… myślimy, jak się bronić. Ułani przecież nie pękają!