W ramionach psa

Kiedyś „niebiescy”, dzisiaj „psy”. Film Pasikowskiego z 1992 roku zrobił swoje. (fot. Łukasz Piecyk)

Toruń, Stare Miasto. Wolno sunący radiowóz mija grupkę wyrostków. Policjanci słyszą za sobą śmiech i głośny ryk: „Łapy, łapy, cztery łapy, a na łapach pies kudłaty”.

– Czy nas to dotyka? – pyta Józef Hryniewicz, policjant z 21-letnim doświadczeniem. – Cóż, jesteśmy tylko ludźmi. A co poczułby lekarz albo nauczyciel nazwany psem? Pogarda jest wpisana w nasz zawód.

Napis CHWDP wymalowany na ścianach blokowisk. Klasyczna scenografia współczesnego miasta.

Anna Kamińska, policjantka z 25-letnim stażem:
– Wszystko zależy od indywidualnej wrażliwości. Większość z nas stara się nie przejmować. To tylko chamski prymityw. Inni obracają w żart: „Chcę wstąpić do policji”.

Dlaczego zostaje się policjantem? Powołanie?

– Zawsze, odkąd pamiętam, dotykała mnie krzywda innych – mówi Andrzej Nowak (w służbie od 26 lat). – Nigdy nie mogłem przejść obojętnie wobec przemocy. Nie wiem, czy to dobre słowo: powołanie. W końcu to nie kościół.

Mówią, że celem prawdziwego policjanta jest drugi człowiek. Jeśli widzą, że mogą pomóc – po prostu to robią. Krzysztof Jagielski, który jest w policji od 4 lat, przyznaje, że nikt nie zostaje dobrym policjantem tylko dlatego, że chce mieć stałą pracę i w miarę przyzwoite zarobki. Trzeba mieć w sobie pewną wrażliwość na ludzką krzywdę.

Do najmniej przyjemnych należą interwencje domowe. Scenariusz jest zawsze ten sam: wóda i damski bokser.

– Pamiętam pewną bitą kobietę – wspomina Kamińska. – Mówiła, że najszczęśliwsze chwile jej życia to pobyty w szpitalu. Wtedy nie bije. I krwiaki się goją. Jej 2-letni synek powiedział do mnie: „Kiedy tatuś bił mamusię, spadł jej zegarek”. Znalazłam go. Spytałam ją, dlaczego od niego nie odejdzie. Patrzyła na mnie, jakbym mówiła po koreańsku. Wcześniej od nikogo nie słyszała takich słów. Decydowanie o sobie? Żarty. Przecież on nas utrzymuje. Później rozmawiałyśmy jeszcze wiele razy. Wreszcie zdecydowała się.

Krzysztof Jagielski:
– Ile to razy słyszałem za plecami: „Co za frajerzy. Z jednym gnojem nie potrafią sobie poradzić. Jak ja bym tam wjechał…”. Powiem tak: jestem zwykłym facetem i kiedy widzę posiniaczoną kobietę, najchętniej zrobiłbym ze skur… to, co Santino Corleone zrobił ze swoim szwagrem w „Ojcu Chrzestnym”, jak tylko się dowiedział, że ten bije jego siostrę. Jednak jestem też policjantem i mi nie wolno. Takie jest prawo. I ja je szanuję. Nie tylko dlatego, że jest prawem, ale przede wszystkim dlatego, że uważam, że jest to prawo dobre. Zabrania mi samosądów.

Niektóre sprawy ciągną się latami jak brazylijskie seriale. Ale wreszcie przychodzi dzień, w którym bandyta zostaje ujęty. Policjanci mają wtedy przeświadczenie, że ich wysiłek nie poszedł na marne.

Andrzej Nowak:
– Kto by nie chciał poczuć się czasem jak porucznik Colombo? Albo chociaż Borewicz? Wtedy idziemy to uczcić. Ludzie piją za udaną transakcję albo za wydanie książki. My oblewamy to, że świat stał się dzięki nam trochę lepszy.

Kiedyś milicja, prawa ręka reżimu, stała ponad prawem. Przemoc gumowej pałki przeszła do legendy. W wolnej Polsce zmieniły się zasady. Obywatele dostali prawa, których są świadomi. Policjant musi się kontrolować. Nie ma już samosądów z pozycji siły. Panuje obiegowy pogląd, że są nieudolni. Zamiast robić porządek, zajmują się papierkową robotą. Czepiają się niewinnych i wysłuchują na zebraniach głupkowatych pogadanek o niestosowaniu przemocy. A przecież policja = siła. To równanie znane na całym świecie. Czyżby?

– Czyli jak złapię gwałciciela, to mam go zabić? – pyta Piotr Stankowski (10 lat służby). – A może wykastrować? Albo chociaż powiesić za jaja? Tak ma wyglądać policja? Jesteśmy ludźmi, a nie stojącymi ponad prawem mścicielami. Ludźmi.

Inny mit: niemożność użycia broni. Bandzior musi być pierwszy. Najpierw strzela on, dopiero potem mogę ja. Pod warunkiem, rzecz jasna, że on nie trafi.

Andrzej Nowak:
– To nie western. Postrzelać to sobie możemy w paintball. Broń to ostateczność. Jeśli jednak istnieje realne zagrożenie życia lub zdrowia, mam prawo jej użyć. W obronie własnej lub innych. W 2003 roku na toruńskim Rubinkowie przekonał się o tym jeden gangster. Niech mu ziemia lekką będzie.

Na co dzień nie mają do czynienia z przedszkolakami, którym wystarczy pogrozić palcem. Walczą z uzbrojonymi bandziorami, zaprawionymi w bójkach agresywnymi chuliganami.

– Ktoś musi pilnować spokoju, tak samo jak ktoś musi zmiatać pety z chodnika – dodaje Stankowski. – Taka robota. Czy ja sam staję się z tego powodu agresywny? Mam nadzieję, że nie. Na pewno jednak się boję. Najzwyczajniej w świecie. O zdrowie, o życie. Chodzę słabo oświetlonymi ulicami tego świata. Wiem, że żona czeka z kolacją. Ale może się zdarzyć i tak, że pewnego dnia nie wrócę. Chłopaki z firmy mówią, że jeśli ktoś twierdzi, że się nie boi, to znaczy, że nie może być dobrym partnerem.

Najbardziej nie lubią zawiadamiać rodzin o śmierci bliskich.

– Nigdy nie zapomnę, jak musiałam powiadomić pewną kobietę o śmierci jej 15-letniej córki – wspomina Anna Kamińska. – Utonęła. Do tego jeszcze miałam ją przekonać, że musi zidentyfikować zwłoki. Kiedy zobaczyłam jej oczy, pożałowałam, że nie pracuję jako przewodniczka wycieczek. Innym razem o mało nie pękło mi serce, kiedy skazanej na odsiadkę kobiecie odbieraliśmy maleńkie dziecko. Do domu dziecka. Była oczywiście obecna fachowa pomoc, psycholog. Ale co z tego. Patrzyłam na to jak kobieta. Jak matka.

Są jednak i lepsze dni. Sprawiają, że się chce. Że to wszystko ma sens.

– Była też matka, której oddaliśmy zaginione dziecko. Nie chcę tego opisywać. Nie wiedziałabym, co powiedzieć. Wtedy byłam dumna, że pracuję w policji, a nie oprowadzam wycieczki. Innym razem przekonałam pewną prostytutkę, żeby nie usuwała ciąży. Posłuchała mnie. Teraz mam poczucie, że dzięki mnie ktoś żyje. Może chłopiec, może dziewczynka. Nawet nie wiem. Ale żyje.

Ludzie mają o policji najróżniejsze zdania i wyobrażenia. Jedni ją szanują, inni mają w najgłębszej pogardzie. Jedno się tylko nie zmienia. Kiedy na horyzoncie zamajaczy bandzior, złodziej albo wracająca z meczu grupa pijanych kiboli, to wtedy wszyscy na gwałt pragniemy bezpieczeństwa. Najlepiej w ramionach psa.

PS Personalia policjantów zostały zmienione.