W Toruniu prostytucją trudni się ponad 130 kobiet – wynika z badań Wiesława Winczury

Książki o toruńskich „kobietach lekkich obyczajów” próżno szukać na sklepowych półkach. Już niedługo światek agencji towarzyskich może zostać odczarowany (fot. archiwum)

Wiesław Winczura jest lokalnym przedsiębiorcą. Po czterdziestce postanowił zdobyć wyższe wykształcenie. Prace licencjacką i magisterską z socjologii poświęcił zagadnieniu agencji towarzyskich i najstarszemu zawodowi świata. Spotkania z dziewczynami kosztowały go sporo pieniędzy. Płacił im normalną stawkę, tyle, że za rozmowę.

Planowana książka ma ukazać się w dwóch częściach. Może stać się bestsellerem.

– Kontakt z prostytutkami nawiązywałem jako statystyczny klient – opowiada Wiesław Winczura. – To mit, że do agencji towarzyskich ludzie przychodzą tylko w jednym celu. Jest wielu, którzy mają problemy i chcą z kimś porozmawiać. Czemu wybierają akurat to miejsce? Bo jest anonimowe i nikt niczego od nich nie wymaga.

Nietrudno się domyślić, jaka jest najczęstsza motywacja dziewczyn. Chcą w krótkim czasie zarobić spore pieniądze. Opuszczają rodzinny dom i muszą jakoś zarabiać na swoje utrzymanie. Wiele marzy o własnym biznesie. Żeby go jednak założyć, potrzeba kapitału początkowego. Na roznoszeniu ulotek trudno się dorobić.

– Praca licencjacka, którą pisałem, związana była z tematem działania agencji towarzyskich – opowiada Wiesław Winczura. – Postanowiłem, że „magisterka” powinna być jej kontynuacją. Wiele dziewczyn rozpoczęło pracę na własny rachunek, bo nie odpowiadała im konieczność dzielenia się zyskiem z agencją. Internet znacznie ułatwia zadanie. Znalezienie pani do towarzystwa nie wymaga wielkich starań.

Tytuł pracy magisterskiej pisanej pod kierunkiem doktora Tomasza Marciniaka brzmiał „Promocja świąteczna w „Toronto” czyli trzecia godzina gratis. Studium kontraktów seksualnych toruńskich prostytutek”.

– Płaciłem za spotkania „normalnie” – według cennika – mówi autor pracy. – Nie zdradzałem jednak, że zamierzam o tym pisać. To mogłoby wypaczyć wyniki badań. Wiele razy dziewczyny pytały mnie, czy jak już zapłaciłem, to nie chcę skorzystać. Nigdy tego jednak nie zrobiłem. Śmieszą mnie takie pytania czy insynuacje. To jakby pisać, że Lew-Starowicz może wykorzystywać seksualnie swoje pacjentki. Czy to do pomyślenia? Ludzie jednak gadają, co im ślina na język przyniesie.

Prostytutek w Toruniu Wiesław Winczura naliczył 133. Ich wiek jest bardzo różny – od 18 do 50 lat. Agencji towarzyskich, kiedy pisał pracę, było sześć. Dużą wiedzę na temat tego, gdzie się one znajdują, mają taksówkarze. Socjolog nie zajmował się jednak zjawiskiem sponsoringu, a tylko klasyczną prostytucją. Co ciekawe, w 1924 roku domów publicznych w naszym mieście było tyle samo. Mieszkańców było jednak czterokrotnie mniej.

– Od zarania dziejów proceder ten przyciągał szybkim i stosunkowo wysokim zarobkiem – mówi Wiesław Winczura. – W agencjach można spotkać bardzo różne dziewczyny. Są i takie, które są dobrze wykształcone, elokwentne, z dyplomami – po japonistyce czy architekturze. Literatura przedmiotu wskazywałaby, że ten proceder powiązany jest ze światkiem przestępczym. Prostytucja indywidualna nie jest karalna. Niedozwolone jest natomiast sutenerstwo – czerpanie korzyści majątkowych z uprawiania prostytucji przez inną osobę.

Tirówki często pochodzą z innych krajów. W Polsce często można spotkać Bułgarki czy Rumunki. Autor pracy wskazuje, że najczęściej nie przyjeżdżają one do naszego kraju w tym celu same z siebie.

– W Toruniu jest więcej prostytutek niż w Bydgoszczy – stwierdza Wiesław Winczura. – Słyszałem, że właściciele jednej agencji towarzyskiej chwalili się kiedyś, że w ich przybytku można skorzystać z usług wicemiss Ukrainy. Toruń znajdował się również wysoko w wielu rankingach internetowych. Trzeba jednak przyznać, że standard świadczonych usług zmienił się na gorszy. W drugiej połowie lat 90-tych był on znacznie wyższy. Wtedy też było apogeum tego procederu. Niektórzy klienci przyjeżdżają jednak do „Toronto” regularnie, żeby zaznać anonimowego relaksu w innym wymiarze.

Rozwój prostytucji zależy od wielu kwestii. Wahania są duże – związane z pogodą, imprezami czy sytuacją ekonomiczną.

– Sporo prostytutek ma dzieci – opowiada autor pracy magisterskiej. – Problem zaczyna się wtedy, kiedy jest to trójka, z czego każde z innym ojcem. Przecież trzeba je jakoś wyżywić. Żyją z babcią z dala od miasta, a mama przesyła pieniądze na ich utrzymanie. W takiej sytuacji znacznie trudniej zrezygnować już z tego procederu. Dziwne jest to, że wszyscy wiedzą, że takie usługi są świadczone, a udajemy, że czegoś takiego nie ma. Polska to religijny kraj, a jednak zakłamany. Powinny istnieć znacznie szersze uregulowania formalno-prawne. Prostytutki nie mogą zalegalizować swojej działalności. Mogłyby płacić ZUS i mieć ubezpieczenie zdrowotne. Tak, wszystkie badania i leczenie muszą pokrywać z własnych środków. Nie mówiąc już o tym, że państwo mogłoby ten proceder opodatkować.

Wiesław Winczura stawia również śmiałą tezę, że agencje towarzyskie nie istniałyby, gdyby nie można było kupić w nich alkoholu. Byłby więc prosty sposób, żeby takie miejsca doprowadzić do upadku. Nie zanosi się jednak na ich śmierć. Popyt jest bowiem niesłabnący. Pytanie dotyczy tylko tego, czy ktoś odważy się włączyć ten rynek do mainstreamu.