„Wciąż marzę o NBA”. Rozmawiamy z Przemysławem Karnowskim

- Występy w silnej lidze hiszpańskiej miały być kolejnym krokiem naprzód. Niestety, skręcenie stawu skokowego, które miało miejsce w połowie sezonu sprawiło, że byłem wyłączony z gry przez osiem tygodni - mówi sportowiec. (fot. Łukasz Piecyk)

O pobycie w Hiszpanii, powodach wybrania Polskiego Cukru Toruń i celach na przyszłość, z nowym koszykarzem „Twardych Pierników” Przemysławem Karnowskim rozmawiał Karol Żebrowski.  

Sprawa najważniejsza – jak obecnie wygląda pańska sytuacja zdrowotna?  
Dziękuję, jest bardzo dobrze. W wakacje przeszedłem zabieg ścięgna Achillesa, po którym miałem około trzech tygodni przerwy. Od tego czasu nie odczuwam żadnego bólu czy dyskomfortu, nawet pomimo ciężkiej pracy, jaką charakteryzuje się okres przygotowawczy.  
 
Kontuzje miały w ostatnich miesiącach bardzo duży wpływ na pana karierę. Nie ukrywajmy, że gdy w zeszłym roku grał pan w finale ligi NCAA, nawet przez myśl nie przeszłoby panu, że za półtora roku pańskie losy potoczą się w stronę Torunia.  
Rzeczywiście. Występy w silnej lidze hiszpańskiej miały być kolejnym krokiem naprzód. Niestety, skręcenie stawu skokowego, które miało miejsce w połowie sezonu sprawiło, że byłem wyłączony z gry przez osiem tygodni. Mój ówczesny klub, czyli MoraBanc Andorra nie próżnował przez ten czas i ściągnął innych zawodników na moje miejsce. Przeniosłem się do Fuenlabrady, ale to też nie był udany czas. Czułem, że w pewnym sensie zatrzymuje się i tylko odważne decyzje mogą być dla mnie pomocne.  
 
Miał pan jednak opcje pozostania na Półwyspie Iberyjskim. Oferta z Manresy była zbyt mało konkretna 
To była trudna decyzja. Oprócz wspomnianej Manresy jeszcze dwie inne hiszpańskie drużyny interesowały się zakontraktowaniem mnie. Po długich namysłach zdecydowałem jednak, że czas spróbować czegoś nowego. Chciałem przyjść do miejsca, w którym będę mógł ustabilizować swoją formę fizyczną i w którym, mam nadzieję, nie będą prześladowały mnie kontuzje. 
 
Czy to oznacza, że głównym powodem przyjścia pana do Polskiego Cukru Toruń jest osoba reprezentacyjnego fizjoterapeuty, Dominika Narojczyka? Dla wielu koszykarzy jest on jednym z najlepszych ekspertów w swojej dziedzinie. 
Ja też się mogę pod tym podpisać. Dominikiem łączą nas nie tylko kontakty zawodowe, ale też przyjacielskieNa tę chwilę doszliśmy do wniosków, że najważniejsze jest dla mnie zrzucenie tkanki tłuszczowej i zamienienie jej w tkankę mięśniowej oraz szukanie zwinności, nad czym już intensywnie pracujemy.  Czy osoba Dominika była decydującą kwestią? Jedną ze składowych. Rozmowy z panem Ryszardem Szczechowiakiem, trenerem Dejanem Mihevcem, atmosfera wokół klubu, kadra, cele. Wszystko moim zdaniem idzie tu w dobrym kierunku, więc chcę przyczynić się do powodzenia tego projektu. 
 
Powrót do Polski nie musiał jednak oznaczać wyboru grodu Kopernika. Do walki o pana osobę stanął też Anwil Włocławek. 
 
Na początku lata skontaktował się ze mną trener włocławskiej drużyny, Igor Milicić. Odbyliśmy bardzo przyjemną i konstruktywną rozmowę. Wtedy jednak nie byłem jeszcze przekonany do powrotu do kraju, a działaczom Anwilu zależało na czasie. Wszystko zakończyło się fiaskiem.  
 
Drużyna z Włocławka będzie bronić tytułu. Nie przeszło panu przez myśl, że jak wracać, to do mistrza? 
 
Nie uważam, że skład Polskiego Cukru jest gorszy od Anwilu. Jestem w Toruniu i z „Twardymi” chcę walczyć o najwyższe cele. Mam tu znajomych z reprezentacji, czyli Aarona Cela i Karola Gruszeckiego, których obecność w kadrze na pewno nie jest przypadkowa. Do tego jest wielu innych świetnych koszykarzy. Zdaje sobie sprawę, że nikt nie odda mi miejsca w składzie za darmo, a Krzysiek Sulima czy Cheikh Mbodj to naprawdę godni konkurenci. Uważam, że taka zdrowa rywalizacja będzie na pewno korzystnie wpływać na naszą grę i będziemy się liczyć w walce o medale.  
 
Dwa sezony temu w grodzie Kopernika świętowaliśmy największy sukces toruńskiej koszykówki męskiej w postaci srebrnych medali. Obecny skład ma szanse to osiągnięcie przebić?  
Szczerze w to wierzę. Walka o mistrzostwo kraju nie będzie łatwa, ale jak już wspominałem, mamy naprawdę konkurencyjną drużynę. Postaramy się zrobić wszystko, aby spełnić nasz pierwszy cel, jakim jest faza play-off. Dopiero później będziemy chcieli stawiać kolejne kroki.   
 
A osobiste plany? Od kilku lat jest pan stawiany w roli następcy Marcina Gortata, wielokrotnie sam pan powtarzał, że NBA jest pańskim marzeniem. Czy 25-latek przygotowujący się do gry w lidze polskiej nadal wierzy w taki scenariusz? 
Było to moje marzenie od momentu, kiedy pierwszy raz dotknąłem piłki i nic się w tej kwestii nie zmieniło. Chcę z dnia na dzień, tygodnia na tydzień i z miesiąca na miesiąc stawać się lepszy. Zobaczymy gdzie mnie to zaprowadzi, ale wierzę, że dalsza moja kariera będzie już szła tylko do góry.