Widzą ręczne sterowanie

W 2013 roku, gdy Arriva przejmowała linie, po których my jeździliśmy, u nas straciło pracę 200 osób - mówi Waldemar Bogatkowski, działacz "Solidarności" w tej spółce (fot. Adam Zakrzewski)

Pracownicy Arrivy są zbulwersowani. Ich zdaniem marszałek Piotr Całbecki rozdaje pracę pod stołem. Rzecz idzie o połączenia kolejowe na liniach zelektryfikowanych w naszym regionie.

Przewoźnik jeżdżący po tych trasach wyłaniany był dotychczas w drodze przetargu. Tym razem deklaracja władz województwa jest inna. Od połowy grudnia połączenia m.in. w kierunku Kutna, Iławy czy Tczewa będą przekazane wyłącznie Przewozom Regionalnym.

– Jeszcze kilka miesięcy temu marszałek województwa deklarował, że nie wyobraża sobie innej możliwości niż przetarg na obsługę tych linii – mówi Dariusz Szczęsny, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Arrivie. – Potem nie było go długo widać i wyskoczył niczym królik z kapelusza z zapowiedzią oddania wszystkich połączeń Przewozom Regionalnym? A co z konkurencją na rynku? Pracę chce oddać pod stołem.

Pod koniec czerwca pracownicy Arrivy zorganizowali protest w tej sprawie przed Urzędem Marszałkowskim w Toruniu. Trwa gorączkowa wymiana pism z władzami województwa. Setki osób boją się, że stracą zatrudnienie w wyniku decyzji Piotra Całbeckiego.

Prywatny przewoźnik wygrał przetarg na obsługę pakietu A i B linii zelektryfikowanych w naszym województwie i realizuje połączenia od grudnia 2013 roku.

– My jeździmy na tych trasach, a na innych Przewozy Regionalne – mówi Dariusz Szczęsny. – Wszyscy mają pracę i możliwość działania. Teraz chcą nam ją odebrać. I to nie ze względów ekonomicznych, bo bez przetargu nie ma możliwości wybrania tańszej oferty. U nas pracuje 300 osób. Nawet 100 z nich za parę miesięcy może stracić pracę.

Jakie są powody decyzji marszałka województwa?

– Decyzja ta całkowicie mieści się w granicach ustawowo przyznanych województwu uprawnień – odpowiada w liście do przewodniczącego NSZZ „Solidarność” w Arrivie Piotr Całbecki. – Jej podjęcie zostało poprzedzone szeregiem analiz przeprowadzonych w Urzędzie Marszałkowskim, również tych dotyczących ewentualnych skutków zamierzonego bezpośredniego powierzenia wykonywania przewozów spółce „Przewozy Regionalne” dla regionalnego runku pasażerskich przewozów kolejowych w obrębie województwa kujawsko-pomorskiego oraz dla pasażerów. Jest też przejawem szerszej strategii właścicielskiej podejmowanej względem tej spółki, której województwo kujawsko-pomorskie jest jednym ze wspólników.

W istocie, marszałek województwa ma prawo podjąć taką decyzję. Wprost nawiązuje ona do projektu rządowego, który zakłada dofinansowanie Przewozów Regionalnych setkami milionów złotych i przekonanie władz poszczególnych województw do zawierania z tą spółką pięcioletnich umów na przewozy, które zapewnią stabilność funkcjonowania i zatrudnienia.

– Tylko nie mówi się o tym, że w innych województwach jest to przedłużanie dotychczas istniejących umów – denerwuje się Dariusz Szczęsny. – A u nas ma się to odbyć kosztem prywatnego przewoźnika. Jak my mamy się rozwijać i działać, jak rynkiem steruje się ręcznie? Decyzja polityczna idąca z Warszawy jest ważniejsza niż konkurencja. Bo my nie chcemy przywilejów. Nie toczymy też wojny z pracownikami PR, a marszałkiem, który, mamy nadzieję, pójdzie po rozum do głowy.

Związkowcy z Arrivy nie wierzą też w zapewnienia marszałka, że zneutralizuje on możliwe skutki zwolnień w ich spółce.

– Jak chce to zrobić? – pyta Dariusz Szczęsny.

Od swoich kolegów po fachu odcinają się związkowcy z Przewozów Regionalnych.

– W 2013 roku, gdy Arriva przejmowała linie, po których my jeździliśmy, u nas straciło pracę 200 osób – mówi Waldemar Bogatkowski, działacz „Solidarności” w tej spółce. – Nie wiadomo też wcale, czy wygrałaby nowy przetarg. Będzie nadal obsługiwała linie spalinowe, co zapewni jej stabilność działania.

Związkowcy z Arrivy nie rozumieją takich argumentów.

– O uczciwość idzie – mówi Dariusz Szczęsny. – Można stworzyć więcej połączeń i wszystkim dać pracę. Pasażerów nie zabraknie. Ale nie ma zgody na ignorowanie wolnego rynku.