Masz dla nas temat?
Coś Cię denerwuje?
napisz: redakcja@tylkotorun.pl
zadzwoń: 733 842 795
Masz dla nas temat? Coś Cię denerwuje? napisz: redakcja@tylkotorun.pl zadzwoń: 733 842 795
Wielki szum na Trzcinowej
Piotr Lampkowski 8 października, 2016, 19:25 Interwencja
lembud_piotr-3-kopia
Elżbieta Szyman od kilku lat walczy z firmą deweloperską Lem-Bud, bo wprowadziła się do innego mieszkania niż to, w którym dziś musi mieszkać. (fot. Piotr Lampkowski)

W kupno własnego mieszkania inwestujemy czasem dorobek całego życia. Nic dziwnego, że zanim zdecydujemy się na przeprowadzkę, dokładnie rozważamy wszystkie „za” i „przeciw”. A co, gdy wybrany przez nas lokal zupełnie zmienia oblicze za sprawą jednej decyzji budowlanej? 

Elżbieta Szyman trzy lata temu sprzedała wspólnie z mężem mieszkanie na Rubinkowie i zaczęła szukać lokalu bardziej dostosowanego do jej potrzeb – jest osobą niepełnosprawną, porusza się o kulach. Małżeństwo zdecydowało się na kupno mieszkania w budynku przy ul. Trzcinowej, postawionego przez firmę Lem-Bud. Lokal był na parterze, miał dwa pokoje z aneksem kuchennym, niewielką łazienkę i sypialnię, z której można było wyjść bezpośrednio do uroczego miniogródka. Idylla w nowym miejscu trwała pół roku. Któregoś letniego dnia Elżbietę Szyman obudził huk robót budowlanych.

– Nie wiedziałam na początku, co się dzieje – mówi kobieta. – Początkowo deweloper zapewniał nas, że to tylko remont w jednym z mieszkań, szybko jednak wyszło na jaw, że to gruntowna przebudowa, która trwała bite dwa tygodnie.

Deweloper nikogo ze wspólnoty nie powiadomił, że zamierza dokonać daleko idących zmian w konstrukcji budynku.

– Kiedy zajrzałam do mieszkania obok, okazało się, że robotnicy, poczynając od dachu, a kończąc na podziemnym garażu, wybili wielką dziurę we wszystkich stropach i podłogach – wspomina Elżbieta Szyman. – Płakałam z bezsilności, męcząc się w tym rumorze przez dwa tygodnie, ale nie to miało się okazać najgorszą rzeczą, jaka nas spotkała.
Po zakończeniu prac okazało się, że deweloper postanowił przesunąć piony kanalizacyjne w lokalu sąsiadującym z mieszkaniem małżeństwa Szymanów. Teraz sypialnia schorowanej kobiety sąsiadowała z łazienką mieszkania obok.

– Lem-Bud długo nie mógł sprzedać tych mieszkań, więc ktoś wpadł na pomysł, że jak przestawią piony kanalizacyjne, to mieszkania się sprzedadzą. I tak się stało – mówi Łukasz Płaza, prawnik rodziny Szymanów.

Poszkodowani zaczęli coraz głośniej dopytywać dewelopera o przeróbkę, która wyglądała na samowolę budowlaną, co stwierdziła nawet inspekcja budowlana. Lem-Bud początkowo proponował ugodę, później jednak złożył wniosek o postępowanie naprawcze, którego celem było uzyskanie decyzji umożliwiającej zalegalizowanie istotnych odstępstw od zatwierdzonego projektu budowlanego i skierował go do nadzoru budowlanego. Nadzór zgodził się na takie rozwiązanie i zażądał dodatkowo zgody wspólnoty mieszkaniowej. Administrując budynkiem, Lem-Bud napisał uchwałę z wsteczną datą i zebrał wymaganą liczbę podpisów od mieszkańców.

Sprawa dwukrotnie trafiła do sądu. Elżbieta Szyman wniosła, że jej mieszkanie wskutek przeróbek prowadzonych w sąsiednich lokalach straciło zgodnie z opinią rzeczoznawcy 10% wartości i zażądała od dewelopera zwrotu nadpłaconej sumy. Deweloper wygrał obydwie sprawy. Sąd nie chciał ani powołać biegłych, ani nawet wysłuchać samej poszkodowanej. Stwierdził, że w mieszkaniu Elżbiety Szyman nic się nie zmieniło, a łazienka przylegająca do jej sypialni nie jest żadną wadą.

– Czekamy teraz na uzasadnienie drugiego wyroku, ale jeśli będzie trzeba, pójdę z tą sprawą dalej, nawet do Warszawy – mówi kobieta.

Dla dewelopera sprawa jest zamknięta.

– Były dwa wyroki, które zakończyły się naszą wygraną – mówi szef Lem-Budu Michał Lewandowski. – Proponowaliśmy pani Elżbiecie zbadanie poziomu hałasu w mieszkaniu, a także dodatkowe wygłuszenie, ale się na to nie zgodziła.

Kobieta twierdzi, że faktycznie przyszedł do niej ktoś, żeby zmierzyć poziom hałasu, ale w południe, kiedy sąsiadów nie ma w mieszkaniu. Wygłuszenie według Lem-Budu miałoby wyglądać tak, że Elżbieta Szyman sama kupi materiały, a deweloper wyśle ekipę do ich zmontowania.

– Całe szczęście, że można dogadać się z sąsiadami, ale niech przyjdą robić pomiary wieczorem, kiedy wszyscy zaczynają prać, kąpać się, suszyć włosy itd. – mówi Elżbieta Szyman.

Tymczasem sprawa utknęła w martwym punkcie. Wygrane w sądzie utwierdziły dewelopera w tym, że wszystko zrobiono zgodnie ze sztuką budowlaną. Elżbieta Szyman z kolei zapowiada, że nie podda się, dopóki nie udowodni, że jej komfort życia znacznie się pogorszył po przesunięciu pionów kanalizacyjnych i uzyska zwrot utraconej wartości mieszkania.

– Nie na takie warunki się umawialiśmy z Lem-Budem. Ja ze swojej części się wywiązałam, zapłaciłam pieniądze za takie mieszkanie, jakie mieliśmy przez pierwsze pół roku – mówi zdesperowana kobieta.


Komentarze

komentarzy

| E-wydanie
| Facebook
| Czytaj także