Winnica nie do poznania? Jej mieszkańcy twierdzą, że władze miasta od lat ich oszukują

Jan Pietruszewski, niekwestionowany lider mieszkańców Winnicy II, koło domu sąsiadów i pod blokami Budlexu, Zapowiada walkę o dzielnicę z klimatem (fot. Łukasz Piecyk)

Koncepcja znanego architekta i polityka, Czesława Bieleckiego, budzi w Toruniu emocje. Według efektownych wizualizacji wjazd do prawobrzeżnego Torunia ma robić ogromne wrażenie. Architekt wycisnął z lesistego brzegu i zalewowego terenu na zakręcie Wisły wszystko, co się dało. – Ten teren ma ogromny potencjał! – powtarzał podczas spotkania z mieszkańcami. A oni tylko kiwali głowami z politowaniem. – Amerykę odkrył – komentowali. – O tym, to my akurat wiemy najlepiej, bo świadomie wybraliśmy mieszkanie w tym miejscu.

– Zaprezentowana koncepcja to pewien scenariusz działań – tłumaczy Adam Popielewski, architekt miasta, który podkreśla, że Bielecki nie jest tylko wykonawcą projektu, ale partnerem proponującym rozwiązania wymagające akceptacji. – I taka akceptacja ze strony prezydenta już jest – dodaje. – Idziemy w tym kierunku. Nabrzeże Wisły zostanie zagospodarowane. Chodzi o takie ukształtowanie krajobrazu w tym miejscu, by stało się nowym symbolem Torunia.

Czyli – wjeżdżając mostem Piłsudskiego oczarowuje nas podświetlona Starówka będąca jednym z cudów Polski, a wjeżdżając mostem gen. Zawackiej czarować ma zielony teren rekreacyjny i efektowne nabrzeże świadczące o dostatku miasta i jego prężnym rozwoju.

Podczas konsultacji społecznych 9 czerwca licznie pojawili się mieszkańcy ul. Winnica, głównie odcinka zwanego Winnica II.

– To wyraźnie zaskoczyło prelegenta i przedstawicieli miasta. Tak jakby zapomnieli, że na terenach objętych nową koncepcją ktoś żyje – komentuje jedna z mieszkanek. – Halo, jesteśmy!

Uwarunkowań koncepcji jest wiele. Po pierwsze, trzeba doprowadzić do przesunięcia granic obszaru Natura 2000 w tym miejscu, zagospodarowanie zabytkowego Fortu I (projektant widziałby w nim lokal nocny) budzi protest znawców fortyfikacji, zwolennicy sztuki cyrkowej ubolewają, że plac cyrkowy naprzeciw marketu OBI ma zostać zabudowany.

– Otwarte są też na razie sprawy wodne, chodzi o uwarunkowania wykonania zaplanowanego kanału na granicy wody stuletniej Wisły – dodaje Adam Popielewski. – Dlatego pytanie, co z mieszańcami Winnicy, jest tylko jednym z wielu. Ale, oczywiście, niczyich problemów nie bagatelizujemy, nikogo nie chcemy krzywdzić.

– Czyżby? – komentuje Jan Pietruszewski, mieszkaniec Winnicy, autor popartych podpisami sąsiadów uwag do zaprezentowanej koncepcji. – Miasto od lat uprzykrza nam życie. Polityka wobec tego miejsca i tutejszych mieszańców jest krzywdząca. Mamy na to dowody. Dlatego tak licznie stawiliśmy się na tamto spotkanie, a zaplanowane kolejne miasto odwołało. Boją się prawdy?

Zdaniem mieszkańców, ze słów projektanta i przedstawicieli miasta wynika, że uznają Winnicę II za niebezpieczny, dziki rejon slumsów, który prosi się o ucywilizowanie. – A u nas spokój, cisza, piękne widoki… Jakby nigdy nawet tu nie zajrzeli – dodają.

Na Winnicy II pierwsze domy stanęły przed wojną. Podmokły skraj terenu zalewowego nie zachęcał do osiedlania się.

– Wymagało to odwagi – komentuje Jan Pietruszewski, z wykształcenia meliorant, który wprowadzając się tu w 1989 roku docenił zaangażowanie i wkład pracy swoich poprzedników. – Domy stawiano najpierw pod samą skarpą, a okoliczne oczka torfu i bagienka zasypywano. To wymagało ogromnej pracy.

Mieszkańcy, często kolejne pokolenia pierwszych osadników, żartują, że ich dziadkowie byli mennonitami naszych czasów, bo wydzierali rzece skrawki terenu, cywilizowali.

– Wszyscy tu, a jest obecnie ok. 50 domów, mieszkamy na terenach dzierżawionych od miasta – przypomina Pietruszewski. – Jeśli coś nawet stawiano bez planów, zostało to już dawno zalegalizowane. Przez lata walczyliśmy o plan zagospodarowania dla tego terenu, by działki dało się wreszcie wykupić i na własności stawiać coś porządnego. Skoro ziemia nie jest nasza, wszyscy hamowaliśmy się z inwestycjami. Na nasz wniosek przystąpiono do planu w 1997 roku. Geodeci wyznaczyli ulicę z prawdziwego zdarzenia, podzielili teren na działki. Plan uchwalono ostatecznie w 2001 roku. Myśleliśmy, że wreszcie dzielnica wyjdzie na prostą. Ale zaczęły się mnożyć jakieś dziwne problemy…

Tamten okres wspomina też Zdzisław Bielanowski, który na Winnicy mieszkał kilkadziesiąt lat. – Ile razy byłem w naszej sprawie w Urzędzie Miasta – nie zliczę. Już zaraz będziecie mogli ziemię wykupić – mówiono, by za chwilę termin przesuwać o rok. Potem pojawiła się koncepcja mostu w tym miejscu i to on miał sprawę blokować. Będzie most, będą wykupy… Ciągłe zwodzenie.

Skutek taki, że na Winnicy nic się nie zmieniało od lat. Ani nawierzchni, ani oświetlenia, ani wodociągu.

– Zrobiono jedynie kanalizację, bo pojawiły się pieniądze z ISPY, które trzeba było wydać… Tak to tu skomentowaliśmy – tłumaczy Jan Pietruszewski. – To była świadoma polityka, by móc dziś mówić, że dzielnica jest zaniedbana, wymaga modernizacji i… wysiedlenia dotychczasowych mieszkańców, o czym już wspominał projektant. Dlatego będziemy protestować.

Mieszkańcy uważają, że istniejący od 14 lat plan zagospodarowania tego terenu jest optymalny, wystarczy go respektować, a Winnica II będzie uroczą nadwiślańską dzielnicą.

– Prezentowana teraz koncepcja jest rozbuchana i wyraźnie na wyrost – dodaje Pietruszewski. – Sama budowa kanału pochłonie przynajmniej dwa razy więcej pieniędzy niż przewiduje projektant, który nie potrafił odpowiedzieć na moje pytania dotyczące zamulania kanału na zakręcie rzeki, jego zachowania w czasie powodzi, itd. Szczerze mówiąc, kanał z mariną traktujemy tu jak mrzonkę człowieka, który nie zna tych terenów i ich uwarunkowań. A skutek tej zabawy w wizje taki, że nas nadal się blokuje. Dajcie nam tu wreszcie normalnie żyć! I pamiętajcie: budowanie na ludzkiej krzywdzie nigdy nie przynosi dobrych efektów. Napisałem to w piśmie skierowanym do władz. Tak, ku pamięci.