Winylove Jacka Chmielewskiego

Toruńską Giełdę Winylową odwiedza coraz więcej miłośników analogowego brzmienia. (fot. Piotr Lampkowski)

Płyta winylowa znów staje się pełnoprawnym nośnikiem muzyki. Nadal jednak potrzebuje ludzi z pasją, którzy z uporem maniaka będą promować analogowe brzmienia. Jednym z nich jest Jacek Chmielewski z Łysomic, pomysłodawca Toruńskiej Giełdy Winylowej.

Ponad 30 lat temu w programie „Sonda” pojawił się po raz pierwszy absolutny hit w dziedzinie wynalazków audio – płyta kompaktowa. Jeden z prowadzących cytował melomanów, którzy udowadniali, że dźwięk z płyty CD jest zbyt doskonały, pozbawia nagrania tej specyficznej miękkości, zastępując ją ostrym i krystalicznie idealnym dźwiękiem. Wkrótce płyty winylowe zaczęły znikać z rynku, stając się znakiem rozpoznawczym „wapniaków”, którzy z sentymentu za minioną młodością próbują ją odzyskać poprzez muzykę z czarnych krążków.

– Już jako dzieciak zbierałem płyty winylowe, ale odszedłem od nich na rzecz płyt kompaktowych. Obiecywałem sobie jednak, że kiedyś wrócę do schowanych w kartonach winyli – mówi Jacek Chmielewski.

Być może nie spełniłby nigdy tej obietnicy, gdyby nie przypadek. Pięć lat temu Jacek dostał w formie zapłaty za wykonaną pracę gramofon oraz sporą kolekcję płyt. Wtedy zaczęło się na dobre: słuchanie ze znajomymi, kupowanie kolejnych krążków, wymienianie się.

– W pewnym momencie pracowałem zdalnie z domu i każdy dzień zaczynałem od słuchania muzyki z gramofonu i przeglądania swoich zbiorów – wspomina. – Zacząłem się zastanawiać nad wymianą lub sprzedawaniem tego, co już mi się znudziło.

Takie były początki Toruńskiej Giełdy Winylowej.

– Widziałem, że próby zorganizowania takiej imprezy już były, ale nie wyglądało to przekonująco – mówi Jacek. – Kilku sprzedających i kilku kupujących – to raczej nie nastrajało optymistycznie.

Postanowił najpierw zasięgnąć języka u kogoś, kto już wcześniej organizował podobne przedsięwzięcia i od razu doszedł do wniosku, że jeśli to ma być solidna giełda, to musi opierać się na znanych w środowisku kolekcjonerach handlujących płytami. I tak też się stało: na pierwszą giełdę w marcu ubiegłego roku w restauracji „Oberża” zawitali fani winyli z Bielska-Białej, Gdańska, Lublina, Bydgoszczy, a nawet Manchesteru.

– Dla mnie miarą sukcesu imprezy było to, że ludzie odwiedzający nas dzwonili do znajomych i ściągali ich, mówiąc: „przyjeżdżaj, bo tu jest fajna giełda” – cieszy się organizator.

Sukces pierwszej giełdy pociągnął za sobą kolejne. Spotkania odbywały się w restauracji „Kuranty”, w Kulturhauzie i w galerii ZPAP.

– Giełd zorganizowanych w Toruniu było już siedem, ale można doliczyć jeszcze jedną, która odbyła się we Włocławku i jedną, która miała charakter stricte jazzowy – wylicza Jacek Chmielewski.

W grudniu zeszłego roku z inicjatywy Jacka powstał sklep z płytami pod wdzięczną nazwą „Szafa Gra”.

– Niestety sklep przetrwał tylko trochę ponad dwa miesiące. Nie mogliśmy wywiesić szyldu lub reklamy na fasadzie, więc byliśmy prawie niewidoczni. Poza tym moje inne zobowiązania nie pozwalały angażować się całkowicie w sklep – wspomina Jacek.

Niedługo potem sklep znalazł przytulny kąt w kawiarni „Od Dechy do Dechy”, gdzie można kupić lub wymienić płyty. Tam w lecie organizowana jest akcja „Winyl na trawie” – płyty są wystawiane do trawiastego ogródka, gdzie również można je przeglądać, kupować i wymieniać.

– Giełdy organizujemy średnio raz na kwartał, tak aby mieć czas na posłuchanie tego, co się wymieniło lub kupiło ostatnim razem oraz żeby nazbierać pieniądze na następną imprezę – podkreśla Jacek Chmielewski.

Chociaż płyty nie są specjalnie drogie, niektórzy pasjonaci potrafią „puścić” i tysiąc złotych na jednej giełdzie. Wśród bywalców krążą legendy o maniakach, którzy mają gigantyczne kolekcje płyt z jednej strony, a z drugiej rozbite rodziny, dziurawe buty i przeciekający dach w domu, gdyż ich pasja zbieractwa jest silniejsza od nich.

– Sam się trochę tego boję, ale na szczęście moja żona wspiera mnie w mojej pasji, sama kupuje płyty i pomaga organizować giełdy – mówi Jacek.

Co ciekawe, pasja płytowego zbieractwa zdecydowanie częściej zaraża mężczyzn niż kobiety.

– Śmieję się za każdym razem, kiedy wysyłam jakiemuś facetowi płytę, którą kupił, a adres doręczenia przesyłki to najczęściej zakład pracy, a nie dom – opowiada rozbawiony Jacek.

Jak sam mówi, trzeba umieć zachować zdrowy dystans, tak aby na czas naprawić ten przysłowiowy dach, bo szkoda płyt.

– Nie jestem żadnym maniakiem audiofilem, jestem słuchaczem – dodaje.

Najbliższe giełdy płyt odbędą się we Włocławku – 10 grudnia w klubie „Rejs Na Przystani”, w godz. 13-18 oraz w Toruniu – 17 grudnia w Dworze Artusa, w godz. 12-17. Wstęp wolny.