Wolność gospodarcza [felieton]

Mec. Łukasz Płaza, Kancelaria Płaza i Wspólnicy (fot. Łukasz Piecyk)

W tym roku ponownie ogłoszono indeks swobody gospodarczej. Utrzymaliśmy niezbyt imponującą pozycję 45. Współczynnikami gorszymi niż w latach ubiegłych były rzetelność państwa i skuteczność sądów. Wpływają na to te same czynniki – niestabilność prawa i obniżone zaufanie do państwa wynikające z niejasności, szybkości i niechlujności procesu legislacyjnego oraz niestabilności prawa. 

Na nasze życie gospodarcze ma wpływ sposób tworzenia prawa, jego wdrażanie i postrzeganie przez władzę przedsiębiorców. W tej dziedzinie wleczemy się w ogonie demokratycznego peletonu. Gdy założenia są słuszne, pomysły ciekawe, to wdrożenie jest fatalne. Nocne głosowania, szybka ścieżka bez konsultacji, ignorowanie opinii środowisk zainteresowanych. Rząd robi to źle. 

Jednocześnie intrygujące są wnioski, które wyciągamy, czytając indeks wolności gospodarczej. Ciekawym faktem jest, że kraje z wyjątkowo głęboko ingerującymi w życie przepisami znajdują się na czele rankingu wolności. Kraje skandynawskie przodują w rankingach swobody gospodarczej. A przecież ich systemy prawne są pełne biurokratycznych przepisów, ograniczeń prawnych czy wysokiej fiskalizacji. W czym rzecz? – można by zapytać. 

Odpowiedź jest banalna – zdrowy rozsądek i społeczna akceptacja. Nawet najbardziej restrykcyjne przepisy mają poparcie społeczne, bo ich uchwalenie jest poparte szeroką, rzetelną debatą publiczną, kampaniami edukacyjnymi oraz badaniami ekspertów. Każdy też wie, że jego ponad 50% podatki są wydawane rozsądnie i zgodnie z jego potrzebami, a nie na odprawy i premie dla odchodzących ministrów. Tam nie ma miejsca na przeświadczenie o nieomylności zawodowych polityków zasiadających od 20 lat w ławach parlamentarnych.  

Może zamiast drugiej Japonii warto jednak rozważyć naszą własną Skandynawię?