Wolność marsz! [felieton]

Fot. Łukasz Piecyk

W Toruniu odbył się marsz wolności. Ludzie wolności po Toruniu lubią maszerować. Prawie cztery wieki temu Toruń był centrum tolerancji na tle rozpalonej konfliktami religijnymi Europy. A słynne Colloquium Charitativum było zdarzeniem bez precedensu. I to nic, że skala ostatniego marszu nie była aż tak przełomowa jak tamta.

Oczywiście, przeciwnicy skupiają się na mitycznych miłośnikach jednorożców maszerujących pod ramię ze „zdeprawowanymi”. Tylko czy rzeczywiście marsz równości to promocja jakiegoś konkretnego sposobu życia? A może to wołanie o równość?

W tym marszu szły feministki, środowiska LGBTQ+, tak „popularni” dziś lewacy i wszelkiej maści wolnościowcy. Ale też było mnóstwo szeregowych podatników, którzy rozumieją, że równość i wolność gwarantuje bezpieczeństwo oraz rozwój. W końcu wolność oznacza akceptację tego, z czym się nie zgadzasz. Prawda?

Byłem na tym marszu. I nie widziałem tam zdrożnych sytuacji, przed którymi tak nas ostrzegają ludzie mający wyłączność na prawdę. Była radość, samba i ludzie, którzy nie widzą nic złego w tym, że się różnimy. Na tym polega wolność! Gdyby szli z nami narodowcy – byłoby jeszcze lepiej!
Może warto sobie uświadomić kilka banalnych prawd. Biologia nie wybiera, jeśli zabronimy komuś myśleć i czuć inaczej niż ja, to za chwilę okaże się, że i ja straciłem monopol na prawdę. Maszerujący wiedzą, że ich wolność jest wolnością do posiadania własnych poglądów, ale również wolnością od zakazów i nietolerancji.

Inaczej na końcu zanucimy za Kultem – „wolność, po co wam wolność…”.