Wróg ma 9,5 na 7,5 cm

Każdy wyjazd do szpitala to dla Mikołaja trauma. Najlepiej czuje się przy mamie.

Jeszcze niedawno Dorota Jabłonka opiekowała się Karolkiem. Nie spuszczała oka z chorego na nowotwór synka. Teraz role się odwróciły. To on troszczy się o mamę… patrzy na nią z góry. Przegrał walkę z chorobą, jednak wygrał coś innego – poruszył tyle serc, że nie sposób ich zliczyć. Ofiarowane dobro znów jest potrzebne, bo teraz pomocy potrzebuje kolejny mały wojownik.

Mikołaj Dudek walczy z neuroblastomą 4 stopnia, tak jak Karolek. Wykryto ją w połowie stycznia. Zaczęło się od gorączki, kilkukrotnych wizyt w przychodni i antybiotyku. W końcu lekarze wysłali trzylatka do toruńskiego szpitala, by leczyć zapalenie płuc. Zrobiono mu szereg badań. Wyniki nie wskazywały nic złego. Jednak przy kontrolnym badaniu coś tknęło lekarkę… Nacisnęła brzuszek chłopca. Był twardy. USG wykazało guzy. Od razu przewieziono go do Bydgoszczy.

– Mikuś ma na lewym nadnerczu nowotwór wielkości 7,5 cm na 9,5 cm. Dostaje chemię – mówi jego mama Magdalena Dudek. – Ma marskość lewej nerki, ale nie wiadomo, czy stało się to przez nowotwór, czy wcześniej. Wykazano też, że ma przerzuty na węzłach chłonnych i śliniankach. Węzły wycięto, a do ślinianek chyba trudno było się dostać.

Mikołaj zaczął szósty z ośmiu cykli przyjmowania chemii. Później zostanie poddany operacji usunięcia guza wraz z nerką. Będzie miał też pobrane komórki macierzyste. Jednak aby wyleczyć chłopca z neuroblastomy, potrzebne jest długotrwałe i kosztowne leczenie zwane immunoterapią.

– Pomagają nam dobrzy ludzie, rodzina, którym serdecznie dziękujemy. Kilka dni temu skontaktowała się z nami mama Karola Olki – mówi Beata Dudek, babcia Mikołaja. – Pani Dorota przekaże nam pieniądze, które otrzymała dla Karolka. Nie wiem, jak jej dziękować. Kiedy dowiedzieliśmy się, że Karolek zmarł, byliśmy w szoku. To niewiarygodne. My też potrzebujemy pomocy z każdej strony, więc jeśli ktoś chciałby nas wesprzeć, proszę o kontakt na nr tel. 606 631 449 lub na stronie „Wielkie wsparcie dla Mikołaja” na Facebooku.

Mama chłopca nie pracuje, opiekuje się Mikusiem. Babcia dostaje kilkaset złotych renty, dziadek jest po operacji. Żywicielem rodziny jest tata chłopca – Patryk, który pracuje w Gdańsku. Mikuś i jego mama bardzo rzadko bywają w domu. Nawet w święta im się to nie udało. Kiedy na początku marca dostali przepustkę, pani Beata zrobiła transparent z napisem „Witajcie w domu”. Od wtedy kolorowe litery są stałym elementem wystroju mieszkania – Mikuś sprzeciwia się ich zdjęciu.

– Kiedy synowa ma wolną chwilę, wyrusza do urzędów. Na przemian odwiedza pośredniak i opiekę społeczną i stara się o pomoc finansową. Ale to wszystko jest chore. Odsyłają ją od drzwi do drzwi. Od każdego słyszy coś innego. Niejednokrotnie spędza tam kilka godzin dziennie – żali się pani Beata. – Strasznie jej współczuję, ale i podziwiam. Ma wiele siły, choć gdy dowiedziała się o chorobie Mikusia, wciąż płakała i nic nie jadła. Musimy być jednak silni dla Mikołaja.

Magda w domu staje się pełnoetatową pielęgniarką. Codziennie o 14.00 wstrzykuje synowi lek na wzmocnienie, musi mu też czyścić browiaka – wkłucie do centralnej żyły przy sercu. Trzeba trzymać rękę na pulsie przez 24 godziny na dobę.

– Czasem mały ma chwile załamania. Jest smutny i obolały, nie chce, by ktoś do niego podchodził. Jak słyszy słowo „szpital”, wpada w szał – mówi mama dziecka. – Dla mnie najgorsze jest to, że to ja muszę mu sprawiać ból, np. przy robieniu zastrzyku. Ale zrobię wszystko, by wyzdrowiał. Będziemy o niego walczyć do upadłego. Teściowa powiedziała, że oddałaby swoje życie, żeby mały był zdrowy. Ja też…