Wyrazy „rzemieślnik” i „artysta” i to słowa przeciwstawne. Nie w przypadku Józefa Kani

Życie pana Józefa toczy się między warsztatem szewca a atelier malarza (fot. Adam Zakrzewski)

Klienci mówią o nim, że jest najlepszym szewcem w Toruniu. Pan Józef Kania ma 83 lata, ale naprawiane i konserwowane przez niego buty w jego mistrzowskich rękach wciąż zamieniają się w małe dzieła sztuki. Lecz odwiedzając warsztat pana Józefa na Radiowej, można obcować również ze sztuką rozumianą dosłownie. Nad stosami szewskich narzędzi i nad półkach z rzędami butów wisi mała galeria obrazów.

– Często słyszę od klientów, że są zachwyceni moim malarstwem – mówi pan Józef. – Tych szczególnie zainteresowanych zapraszam do domu, do pracowni, gdzie gromadzę swoją twórczość.

Wizyta w pracowni, czy raczej galerii robi ogromne wrażenie. Cały pokój od podłogi do sufitu wypełniony jest obrazami. Jest tak tłoczno, że trzeba uważać, by nie nadepnąć na dzieło sztuki.

– Nie sprzedaję swoich obrazów – mówi pan Kania. – Otrzymywałem oferty kupna, ale w ogóle nie było rozmowy. Z moimi obrazami nie mogę się rozstać. Dałem synowi, który mieszka w Niemczech, pięć w prezencie. Ciągle je widzę oczami wyobraźni w pracowni, tęsknię za nimi.

Pan Józef nie tworzy też na zamówienie. Nie chce czynić ze sztuki źródła zarobku.

– Mam warsztat szewski i to mi wystarczy – mówi. – Klienci są bardzo zadowoleni z moich usług, uważają mnie za najlepszego rzemieślnika w Toruniu, więc przychodzą chętnie i pozwalają mi dorobić do emerytury. Zaś obrazy maluję tylko dla siebie i stale powiększam swoją kolekcję.

Nie mogłem się napatrzeć

W malarstwie pana Józefa dominują pejzaże i martwa natura. Ważną rolę w bardzo osobistej twórczości odgrywają wspomnienia z rodzinnych stron. Artysta pochodzi z Sędzina, wsi w powiecie aleksandrowskim. Tam rozpoczęła się jego przygoda z zawodem, ale i ze sztuką.

– Jako dziecko nie miałem możliwości malowania, mogłem tylko szkicować ołówkiem – wspomina. – W drugiej klasie podstawówki narysowałem owce na pastwisku. Rysunek tak zachwycił moją nauczycielkę, że obeszła z nim całą szkołę, wszystkim go pokazując. I tak to się zaczęło. Podczas wojny było ciężko, musiałem zacząć pracować jako szewc i nie było czasu na sztukę. Do tworzenia wróciłem dopiero po wyzwoleniu, kiedy przeprowadziłem się do Torunia.

Najbardziej imponującym obrazem w kolekcji pana Józefa jest panorama Torunia, o wymiarach 150×70 cm. Malarz stworzył ją nie na podstawie fotografii, ale widoku z natury.

– Przeniosłem się tutaj w 1946 roku – opowiada. – Przekraczając most ujrzałem panoramę miasta. Po prostu nie mogłem się napatrzeć. Wiedziałem, że kiedyś ten widok namaluję. Zrealizowałem to marzenie dopiero w 1986 roku. Spędziłem nad Wisłą kilka niedziel, szkicując. Chciałbym namalować kiedyś panoramę Chełmna. Kiedyś przeczytałem, że Toruń i Chełmno to miasta siostrzane – w tym samym dniu, 28 grudnia 1233 roku, nadano im prawa miejskie.

Chłopiec spod strzechy

Podziwiając dzieła pana Józefa, z panoramą grodu Kopernika na czele, trudno nie zadać sobie pytania: dlaczego można je zobaczyć tylko w jego pracowni?

– Miałem kilka wystaw – odpowiada. – W Toruniu „Pod Gwiazdą” miałem indywidualną wystawę, kilka wystaw zespołowych we Włocławku, Aleksandrowie. Gdy należałem do klubu emerytów i rencistów przy Toruńskim Towarzystwie Kultury, to często się wystawialiśmy. Nawet nagrody mi przyznawali. Krępuję się wystawiać te moje obrazy – ja ciągle jestem tym małym, nieśmiałym chłopcem spod strzechy w Sędzinie. Ale jeśli ktoś będzie chciał je oglądać, to dlaczego nie…?