Wysoki, zielone, nie ma

Dziesiątki rodzin w naszym mieście czekają na znak życia od zaginionych osób. (fot. Adobe Stock)

Mimo że według policyjnych statystyk aż ponad 90% wszystkich osób zaginionych jest odnajdywanych w czasie 30 dni od ich zniknięcia, to jednak los ok. 10% osób pozostaje nadal niewyjaśniony.

W internetowej bazie osób zaginionych bydgoskiej komendy figuruje 56 osób z terenu województwa kujawsko-pomorskiego. Z tego 35 figuruje w bazie danych najbardziej znanej fundacji zajmującej się poszukiwaniem zaginionych – Itaki. Mimo iż w policyjnych systemach dane osób trwale zaginionych (powyżej roku) pozostają przez 25 lat, to intensywność poszukiwań spada wraz z wydłużającym się czasem nieobecności zaginionego.

Bronisław Dawiec zaginął pięć lat temu w Chełmży. Mężczyzna cierpiał na zaniki pamięci, które pojawiły się po śmierci jego żony. Dodatkowo chorował na cukrzycę i bez podanej insuliny mógł zapaść w śpiączkę cukrzycową.

– Tata zniknął w sobotę, zaginięcie zgłosiliśmy w niedzielę, ale policja nam powiedziała, że jest jeszcze za wcześnie – opowiada córka Justyna Dawiec. – Oczywiście zaczęliśmy szukać również na własną rękę, chodziliśmy po mieście, szukaliśmy na obrzeżach Chełmży, gdzie czasami ojciec potrafił zawędrować podczas swoich epizodów z zanikami pamięci, ale bez skutku.

Rodziny osób zaginionych powoli tracąc nadzieję na odnalezienie bliskich, zaczynają szukać wszelkich sposobów na ulżenie swoim cierpieniom. Powtarzającym się często motywem w tego typu wypadkach jest zwracanie się do jasnowidzów – a konkretnie jednego, który pochodzi z naszego województwa i wyrobił sobie ogólnopolską renomę.

– Wysłaliśmy Jackowskiemu koszulę taty, a on dwa dni później oddzwonił do nas i powiedział, że tata nie żyje, a jego ciało znajduje się w pobliżu jeziora Miałkusz w Chełmży – opowiada córka zaginionego. – Przekazaliśmy to policji, stwierdzili, że oni takich metod nie uznają, ale zorganizowali poszukiwania z psem nad jeziorem, ciała jednak nie znaleziono.

Do Jackowskiego zgłosił się również ojciec zaginionego trzy lata temu Marcina Tchorzewskiego. Jego wówczas 30-letni syn wyszedł w bożonarodzeniową noc z pubu Desperado i wszelki ślad po nim zaginął. Tuż przed końcem zeszłego roku po drugiej stronie tej samej ulicy, na której zaginął Marcin, z klubu Lizard King wyszedł 29-letni Remigiusz Baczyński. On również zniknął bez śladu i do dnia dzisiejszego nie dał znaku życia.

– Dwa razy skorzystałem z pomocy Jackowskiego, ale mam wrażenie, że równie dobrze sam mógłbym sobie takie wróżby stawiać – mówi zrezygnowany ojciec Grzegorz Tchorzewski. – Moim zdaniem to strata czasu i pieniędzy.

Marcin cierpiał na chorobę afektywną dwubiegunową, gdzie okresy wzmożonej aktywności przeplatają się z epizodami depresyjnymi. Zdarzało mu się już wcześniej znikać na kilka dni, ale zawsze odnajdywał się i wracał do domu.

– Na 90% jestem przekonany, że mój syn został porwany dla organów – snuje ponure wizje Grzegorz Tchorzewski. – Gdyby wpadł do Wisły lub zaginął na działkach, jak mi sugerowano, ciało na pewno zostałoby znalezione.

Rodzina nadal szuka zaginionego Marcina, ale po tak długim czasie nadzieja na odnalezienie zamienia się w desperacką chęć dowiedzenia się nawet najstraszniejszej prawdy.

– W zeszłym roku w ciągu pięciu miesięcy pochowałem matkę, ojca i brata – mówi ojciec Marcina. – Ja o całej trójce nie myślę tak intensywnie, jak o tym, co stało się z moim synem.

Pewną nadzieję dla rodzin daje wspólne przedsięwzięcie Fundacji Itaka oraz Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego pod nazwą „Projekt GeNN”.

– Ma on służyć zidentyfikowaniu osób pochowanych jako „NN”, czyli o nieustalonej tożsamości -mówi Izabela Świergiel z Fundacji Itaka. – Liczba osób długotrwale zaginionych wynosi ok. 4400, a pochowanych jako NN to ponad 3700. Niewykluczone, że spory procent osób spoczywających w bezimiennych grobach to osoby pozostające w naszej bazie długotrwale.

Programem zostanie objętych 300 wytypowanych rodzin osób zaginionych przed 2004 rokiem. Ich sprawy zostaną ponownie przeanalizowane celem możliwości przeprowadzenia badań DNA. Z materiału archiwalnego spraw zostanie wytypowane 400 próbek materiału genetycznego, który następnie będzie porównywany przy pomocy specjalnego programu komputerowego do materiału genetycznego pobranego od rodzin zaginionych.

– Prowadzenie poszukiwań zaginionych „na piechotę” to praca bardzo długotrwała i mozolna – mówi policjant operacyjny zajmujący się poszukiwaniem ludzi. – Potrzeba do tego sporo działań w terenie, należy przeprowadzić sporo rozmów, odwiedzić mnóstwo miejsc, potrafić powiązać, czasami dość odległe, fakty i sprawy.

Kiedy umiera bliska nam osoba, jej pogrzeb jest dosłownym i symbolicznym aktem pożegnania się z nią. Dzięki temu ból po stracie mija i dalej możemy funkcjonować. Rodziny osób długotrwale zaginionych pozbawione są nawet tego.

– To idzie wręcz w drugą stronę – im dłużej trwa ten stan niepewności, tym bardziej cierpimy – mówi Grzegorz Tchorzewski.

W podobnym tonie wypowiada się Justyna Dawiec.

– Jeśli mój ojciec nie żyje, chciałabym chociaż móc zapalić świeczkę na jego grobie.