Wystawa w CSW to gratka dla fanów Cronenberga [zdjęcia]

(fot. Łukasz Piecyk)

Masochizm, fetyszyzm, paranoja, narkotyki, fizjologia, inteligentne karaluchy i mówiący odbyt, czyli świat Davida Cronenberga, twórcy m.in. legendarnej „Muchy”. Ta wystawa w CSW na każdym zrobi wrażenie.

David Cronenberg uchodzi w Polsce za reżysera kultowego. Choć jego nazwisko nie jest może powszechnie znane, to pewnie każdy złapie się na tym, że jakiś z filmów Cronenberga widział. Ale nie tylko do kinomanów skierowana jest wystawa otwarta w poniedziałek w toruńskim Centrum Sztuki Współczesnej. Filmy kanadyjskiego reżysera słyną z plastyczności i bogactwa niezwykłych rekwizytów. I właśnie one zostały zaprezentowane na wystawie „David Cronenberg: Evolution”.

Choćby słynny teleport znany z „Muchy” – potężne, charakterystycznie karbowane urządzenie, w którym Jeff Goldblum, wcielający się w główną rolę, nieopatrznie pozyskuje cechy tytułowej muchy, w którą się ostatecznie przemienia. To zabawka wielkości małego samochodu. Obok zaś silnik od motocykla Davida Cronenberga.

– Wystarczy odwrócić ten silnik i podobieństwo do teleportu będzie oczywiste. To właśnie ten silnik zainspirował Davida i dzięki niemu powstał teleport znany z „Muchy” – tłumaczył kurator wystawy Piers Handling.

Podczas konferencji poprzedzającej otwarcie wystawy poprzez komunikator internetowy rozmawiał z dziennikarzami sam David Cronenberg. Przyznał, że chyli czoła przed twórcami wystawy, bo zebranie rekwizytów z kilkudziesięciu lat jego twórczości było niezwykle żmudne. Przyznał, że sam by tego nie umiał zrobić. Przepraszał zarazem, że nie mógł przyjechać i obiecał, że w Toruniu pojawi się niebawem. Chwalił festiwal Camerimage, którego jednym z elementów jest wystawa. Zaprezentował nawet koszulkę 24. edycji Camerimage, którą miał w trakcie rozmowy na sobie.

– W dzieciństwie byłem domorosłym entomologiem – wspominał. – Dlatego zrozumiałem, że nie są nam potrzebni przybysze z kosmosu. Na Ziemi mamy wystarczająco niesamowite stworzenia.

Zapewniał, że długo przyglądał się oczom much. W filmie pod tym tytułem oczy aktora-muchy musiały być jednak nieco inne – bardziej ludzkie. I nad tym długo pracował wraz z zespołem charakteryzatorów. Dla niego największym efektem specjalnym jest dobrze ucharakteryzowany aktor, a Jeff Goldblum nadawał się do tej roli idealnie – miał właśnie odpowiednie do charakteryzacji oczy.

– Cronenberg jest mistrzem analogowych efektów specjalnych – podkreśla Radosław Osiński, filmoznawca i jeden z redaktorów książki „David Cronenberg w oczach krytyków filmowych”, którą promowano w trakcie wernisażu. – Dlatego ta wystawa, którą dotąd w Europie prezentowano tylko w Amsterdamie i Pradze, może pokazać cały proces twórczy. Zauważmy zarazem, że analogowe efekty specjalne wracają znowu do łask. Publiczność znudziła się efektami komputerowymi.

U Cronenberga wszystko musi się ruszać za pomocą podnośników, dźwigni, cięgien. To dzięki mechanice działa maszyna do pisania w kształcie wielkiego robala, a słynny mówiący odbyt moduluje swe „usta” też mechanicznie, nie ma tu cyfrowego złudzenia.

Warto dodać, że to kolejna wystawa organizowana w Toruniu przy okazji festiwalu Camerimage. Twórcy tej największej imprezy kulturalnej w naszym regionie mają nosa. Przypomnijmy, że dwa lata temu prezentowano w siedzibie organizującej festiwal fundacji „Tumult” prace Boba Dylana, który niedawno uhonorowany został nagrodą Nobla. Rok temu tłumy do CSW przyciągnęła wystawa fotografii Bryana Adamsa. Teraz Cronenberg. Najwięksi twórcy trafiają więc do Torunia. Warto z tego korzystać.

Fot. Łukasz Piecyk