XX Międzynarodowy Festiwal Teatrów Lalek na tydzień uczynił Baj Pomorski stolicą świata baśni i metafory

XX Międzynarodowy Festiwal Teatrów Lalek rozpoczął się od baśniowej parady ulicami miasta (fot. Adam Zakrzewski)

Nic nie jest takie, jakim się wydaje. Dlaczego ktoś ma szczęście, a ktoś inny pecha? Gdzie zaciera się granica pomiędzy dobrem, a złem? I jak to się dzieje, że samotnym jest się najczęściej wśród tłumu? Na te i inne pytania widzom odpowiedziały historie, które przez tydzień mogli oglądać na deskach toruńskiego teatru.

Jeśli istnieje w naszym mieście impreza, której można przypiąć łatkę światowej, to właśnie jesteśmy jej świadkami. Do grodu Kopernika przyjechały jedne z najlepszych teatrów lalek w Europie. Zmieszały się klimaty, nastroje i światy, a publiczność przekonała się o tym, że wehikuł czasu jednak istnieje.

Opowieść o tobie
Wszystkie teatry lalkowe, a w związku z tym i festiwal, w swojej misji nie chcą być oczywiste i przedstawiać banalnych opowieści. Pod przykryciem setek rekwizytów, gry kolorowych świateł i metaforycznych dialogów skrywają sens złożony z niewyartykułowanych pytań.

– Teatr musi realizować istotne historie – mówi dyrektor festiwalu, Zbigniew Lisowski. – Temu służą również organizowane przez nas spotkania. Widz musi szukać prawdy, a sztuka właśnie temu służy.

Przez tydzień kilkanaście teatrów, które wystąpiły w części konkursowej i pozakonkursowej, zaproponowało miłośnikom takich poszukiwań dziesiątki historii. Jury główne, w którego składzie zasiedli krytycy teatralni i publicyści – Tomasz Mościcki, Janusz Kowalczyk i Paweł Schreiber, teatrolożka Halina Waszkiel i Zbigniew Rudziński z Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu, już dziś ogłosi zwycięzców na gali kończącej tegoroczny festiwal. Dla teatrów z Czech, Polski, Hiszpanii, Niemiec i Francji główną nagrodą nie będzie wcale laur zwycięzcy przeglądu, ale liczba uśmiechniętych i zamyślonych twarzy.

– Teatr lalek sięga do archetypów, a więc tych najprostszych i zarazem najważniejszych prawd i emocji – mówi Zbigniew Lisowski. – Z tego powodu te sztuki, które zostały zaprezentowane publiczności podczas tegorocznych spotkań, nie powinny być do końca klasyfikowane. Dzieciom prezentowane są opowieści pełne wartości i ważnych dla nich spraw, a dorośli w tych samych, pozornie skierowanych do najmłodszych historiach, także odnajdują sens.

W krainie pytań
Baj Pomorski w roli gospodarza imprezy sprawdził się w tym roku perfekcyjnie. Oprócz znanych już toruńskiej publiczności spektakli, takich jak „Dziób w dziób” czy „Marionetka”, przygotował prapremierę „Brygady Misiek”. Przy wykorzystaniu muzyki z lat 80. spektakl zaprasza w nie do końca sentymentalną podróż w przeszłość.

– To opowieść o miłości do muzyki, buncie i wolności – tak krótko podsumowuje swoje dzieło reżyser spektaklu, Tomasz Man. – Tematy zawsze aktualne.

Nie do przeszłości, ale do potrzeby stawiania sobie pytań, odwoływali się także inni uczestnicy festiwalu. Przedstawienie „O szczęściu i nieszczęściu” teatru DRAK z Czech, „Czarne skrzydło” – historia o odmienności, trudnej walce o swój los i niszczącej sile cywilizacji teatru David Zuazola Puppet Company z Hiszpanii, były wyzwaniem nawet dla dojrzałego widza. Opowieści kolejnych zagranicznych gości – „Przygody Jojo” Teatru Gondolino z Włoch, „Pieśni dla Alicji” z repertuaru Figurentheater Wilde- &Vogel z Niemiec, czy „Bukiet” z czeskiego Divadlo Radost postawiły przed publicznością trudne zadania. Jak dobrze zinterpretować absurd i niedopowiedzenie i jak za pomocą przygód marionetkowej pchełki zaprosić widza do refleksji nad teraźniejszością? Choć propozycje skierowane do widzów wymagały od nich ciągłej interpretacji zdarzeń, to gromkie brawa na końcu każdej ze sztuk są chyba najlepszą dla nich recenzją.

Historie codzienności
W Baju Pomorskim zjawiły się również polskie ekipy aktorów, reżyserów i scenografów. Doskonale wpisując się w myśl przewodnią spotkań, przedstawienia „Ferdydurke” Wrocławskiego Teatru Lalek i „Texas Jim”, który do Torunia przyjechał wprost z desek Białostockiego Teatru Lalek, przeniosły widzów na płaszczyznę niedomówień, gdzie na każdym kroku spotkać można absurd, satyrę i groteskę. Nieco w inny świat widzów zabrały Teatr Pinokio i Łódzki Teatr Lalek. Wystawione przez nich sztuki „Kopciuszek” i „Morrison/Śmiercisyn” nie postawiły humorystycznych pytań. Opowieści o osamotnieniu, życiu w rodzinie patchworkowej, wartości buntu i kulis showbiznesu sprowadziły je do świata teraźniejszych problemów.

– Teatr lalek się rozwija, ale niezmienne pozostaje jedno – problemy, o których opowiada – mówi Zbigniew Lisowski, dyrektor festiwalu. – To sprawy bliskie każdemu z nas, o których nie zawsze mówimy, ale niestety ich doświadczamy. Również o tym opowiadają konkursowe spektakle.

A jeśli mowa o sprawach bliskich każdemu z nas, nie można zapomnieć o przyjaźni. „Dziób w dziób” zaprezentowany przez gospodarzy czy „Szpak Fryderyk” Białostockiego Teatru Lalek, choć skierowane do najmłodszych widzów, poruszyły tematy najważniejsze. Okazało się, że braterska przyjaźń możliwa jest ponad podziałami. Jednym słowem – ta prawdziwa zawsze zwycięży i potwierdzi to, co wiedzieć powinien każdy z nas. Granice istnieją tylko w naszej głowie. Nie ma pytań bez odpowiedzi, są tylko te niezrozumiane.