Zabójca, gwałciciel, pedofil – Andrzejowi G. grozi dożywocie

W toruńskim sądzie rozpoczął się proces mężczyzny oskarżonego m.in. o zabójstwo i gwałty. Grozi mu dożywocie (fot. Łukasz Piecyk)

 

Niewysoki, 56-letni Andrzej G. jest wdowcem, ojcem kilkorga pełnoletnich dzieci. Jest także brutalnym mordercą, gwałcicielem i pedofilem, który przed sądem za swoje czyny odpowiadał zza pancernej szyby. Wystraszoną twarz zasłaniał kurtką. Aktu oskarżenia wysłuchał niewzruszony.

Ciało 48-letniego W. odkryto nad ranem 12 sierpnia 2016 roku na terenie osiedla w pobliżu lasku na toruńskich Wrzosach. Pozbawione genitaliów zwłoki odkrył przypadkowy przechodzień. Jak wykazało śledztwo, sprawca najpierw odurzył swoją ofiarę, zgwałcił, a następnie wyciął krocze. Wskutek obrażeń W. się wykrwawił. Tego samego dnia, w okolicy skrzyżowania ulic Mickiewicza i Konopnickiej, Andrzej G. dopuścił się kolejnego czynu – zgwałcił 13-latka.

– Syn szedł akurat do babci – mówi mama chłopca. – Podszedł do niego nieznany mu mężczyzna, zmanipulował i zabrał do sklepu, gdzie kupił m.in. piwo i serek Danio. Jak później mówił, był tam jakiś proszek, który prawdopodobnie go odurzył. W pewnym momencie syn mu się wyrwał, doszedł do babci i tam stracił przytomność. Dopiero w szpitalu powiedział, co się zdarzyło.

W akcie oskarżenia prokurator Lubosz Ossowski podkreślał, że Andrzej G. w każdym z przypadków działał umyślnie – po uprzednim działaniu wyłączającym świadomość swoich ofiar doprowadzał do stosunków płciowych. Podobny przebieg miało także zdarzenie z 14 sierpnia 2016 roku. Oprawca wrócił na toruńskie Wrzosy, gdzie do obcowania doprowadził 62-letniego mężczyznę.

– Andrzeja G. spotkałem po raz pierwszy – mówi Zbigniew, który czekał pod salą sądową w dniu rozprawy. – Wypiliśmy razem tylko dwa kieliszki. Prawdopodobnie wtedy coś mi wrzucił do wódki, bo straciłem świadomość. Nic nie pamiętam. A wszyscy wkoło nazywają mnie ciotą.

Prokurator zarzucił również oskarżonemu czyny z nocy z 1 na 2 maja oraz 7 na 8 maja 2016 roku, kiedy na Chełmińskim Przedmieściu podstępem doprowadził Krzysztofa P. do obcowania płciowego oraz przywłaszczył sobie 750 złotych.

Gwałciciel w 2015 roku wyszedł z Zakładu Karnego w Grudziądzu, gdzie odbywał ośmioletni wyrok pozbawienia wolności również z artykułu 197 kk. Trafił tam w warunkach recydywy, bowiem w 1999 roku został skazany na pięć lat więzienia także za gwałt na mężczyźnie.

Dlaczego Andrzej G. wyszedł na wolność, mimo że już wcześniej dopuścił się brutalnych gwałtów? Mężczyzna od 1992 roku leczy się psychiatrycznie. Jak sam podkreślił na sali sądowej podczas rozpoczynającego się procesu, już wcześniej miał problemy ze snem i myśli samobójcze.

W listopadzie 2013 roku w życie weszła tzw. ustawa o bestiach, określająca postępowanie wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób. W świetle nowych przepisów osoby skazane, którym kończy się wyrok, nie muszą wychodzić na wolność, jeżeli istnieją przesłanki, że mogą być niebezpieczne dla otoczenia. Właśnie dla nich stworzono zamknięty ośrodek w Gostyninie, przystosowany do izolowania zabójców czy brutalnych gwałcicieli, przejawiających cechy psychopatyczne.

Proces przed Sądem Okręgowym w Toruniu będzie toczył się za zamkniętymi drzwiami. O wyłączenie jawności wnioskował zarówno prokurator, jak i obrońca Andrzeja G. Sprawcy grozi dożywocie.