Zamiast ryb łowią medale

Chcemy pisać historię. Liczebnie na podium Polaków będzie najwięcej. W finale też żadna nacja nie miała trzech swoich reprezentantów (fot. Paweł Skraba/SE/EASTNEWS)

Prosto z Pekinu z brązowym medalistą mistrzostw świata w lekkoatletyce, bydgoszczaninem Pawłem Wojciechowskim rozmawia Tomasz Więcławski.

Jesteś dwukrotnym medalistą mistrzostw świata. Wierzysz już w to?

Tak, teraz wierzę. W Daegu w 2011 roku, gdy zostałem mistrzem świata, nie wierzyłem. To było jak sen. Nawet rok temu, gdy w Zurychu znów udało mi się stanąć na podium, nadal nie było to tak przemyślane i zaplanowane. Teraz po prostu zrealizowałem swój cel. Dużo nad sobą pracuje. Chciałbym, aby głowa pracowała tak samo dobrze, jak nogi i ręce.

Dużo pracujesz ostatnio nad sferą mentalną.

To wszystko zasługa człowieka, którego też nieco przypadkiem spotkałem da swojej drodze – doktora Sybilskiego. To on, podczas naszego pierwszego spotkania, powiedział mi, że będę najlepszym tyczkarzem na świecie. Popukałem się w głowę. Pracujemy jednak prawie dwa lata razem i teraz wiem, że współpraca z nim była świetnym posunięciem. Jemu też należy się ten brąz z Pekinu.

Poziom światowej tyczki jest niezwykle wysoki. Może się okazać, że żeby walczyć w Rio de Janeiro od medal trzeba będzie skoczyć sześć metrów. Jesteś na to gotowy?

Tak, teraz już tak. Na taki wynik musi oczywiście złożyć się szereg elementów, ale wiem, że stać mnie na to. Nie mam pojęcia czy w torbie mam tak twarde tyczki, ale w razie draki jest Piotr Lisek, trochę cięższy ode mnie, który dysponuje takim sprzętem. Gdy będzie żarło, to na pewno jakoś się dogadamy.

Trzech Polaków w finale skoku o tyczce i dwóch z brązowymi medalami. Nawiązujecie do złotego okresu tej konkurencji w Polsce, gdy na podium stawali Kozakiewicz i Ślusarski, a Buciarski się o nie ocierał.

To bardzo miłe porównanie, bo to wielce mistrzowie. Chcemy pisać historię. Liczebnie na podium Polaków będzie najwięcej. W finale też żadna nacja nie miała trzech swoich reprezentantów. A są także inni zdolni chłopcy. Chociaż sam z perspektywy czasu wiem, że w sporcie do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. Moje mistrzostwo świata było trochę takim „fuksem”. Nikt mi go jednak już nie zabierze.

Trenujesz w Bydgoszczy z trenerem Czapiewskim. Masz tam dobre warunki do przygotowań?

Najważniejsze jest to, żebym był zdrowy. Dba o to poznańskie centrum osteopatii. Nie wiem, jak oni to robią, ale to są ręce, które leczą. Takie czary-mary. Najważniejsze, że pomaga i nic mi nie doskwiera. Sprzęt mam, ćwiczyć gdzie mam, na obozy wyjeżdżam. Grzechem byłoby narzekać.

A co z twoim hobby – łowieniem ryb?

Póki co nie mam na to czasu. Ale to moja pasja, zgadza się. Na razie łowi medale w Pekinie. Oby sieć była wypełniona po brzegi. Będę ściskał kciuki za kolejne starty naszych reprezentantów.

Pasek pekin_NOWE