Zawód wyłącznie dla mężczyzn? Mit! Kobiety coraz częściej siadają za sterami tramwajów

- Nigdy nie spotykam się w tej pracy z monotonią – mówi Anna Cereficka, która toruńskie tramwaje prowadzi od dwóch lat. (fot. Łukasz Piecyk)

Kiedyś kobieta za sterami tramwaju to była wielka rzadkość. Dziś to codzienność. Znak czasów? Równouprawnienie? Motorniczy to kolejny „męski” zawód, który „męskim” przestał być. Coraz więcej kobiet siada na miejscu prowadzącego tramwaj. A raczej prowadzącej.

Obecnie w grodzie Kopernika całe mnóstwo kobiet prowadzi tramwaje. Każdy pasażer toruńskiego MZK z łatwością dostrzeże, że jest ich znacznie więcej niż przed laty. Dlaczego tak jest? Skąd ta zmiana?

– Kiedyś był to zawód przeznaczony niemal wyłącznie dla facetów – mówi Anna Cereficka, motornicza z Torunia. – Teraz to się zmieniło. Trudno powiedzieć, skąd to się wzięło. Być może kobiety są dziś odważniejsze niż kiedyś.

Wygląda na to, że po stereotypie, który towarzyszył nam latami, nie ma już śladu. Co powoduje, że kobiety imają się tego, bądź co bądź, niebezpiecznego zawodu?

– W moim wypadku była to chęć zmiany profesji – dodaje Anna Cereficka. – Pracowałam w handlu. Była to praca ciężka i mało płatna. Do tego monotonna. Po urlopie macierzyńskim postanowiłam coś z tym zmienić. Zaczęłam rozglądać się za innym zawodem. Tak przyszło mi do głowy MZK. Zaniosłam tam CV. Okazało się, że organizują kursy na motorniczego. Po pewnym czasie mogłam już sama prowadzić tramwaj. To moja pierwsza przygoda z tramwajem i póki co, chwalę sobie.

Warunki, jakie musi spełniać kobieta, by zostać motorniczym, nie są specjalnie wyśrubowane. Nie trzeba na przykład uprzednio posiadać prawa jazdy. Można zaczynać kurs „od zera”.

– Jak by się dobrze „spiąć”, to można taki kurs załatwić w miesiąc – mówi Marek, motorniczy z Torunia, kolega z pracy Anny Cerefickiej. – Wszystko zależy od motywacji. Muszę przy okazji dodać, że kobiety radzą sobie w tym zawodzie znakomicie. Ich umiejętności nie są wcale mniejsze niż mężczyzn. Wielu kolegów wypowiada się o kobietach-motorniczych z uznaniem. I szacunkiem.

A zatem mniemanie, że jest to zawód wyłącznie dla mężczyzn, okazało się kolejnym mitem. A jak jest z brawurą jazdy? Czy kobiety są ostrożniejsze w prowadzeniu pojazdu, czy może, wzorem wielu kierowców płci brzydkiej, lubią czasem docisnąć gaz do dechy?

– Do dechy? – śmieje się Marek. – Tramwaju nie da się prowadzić brawurowo. Po drodze jest bardzo dużo ograniczeń, zwrotnic. Trzeba uważać na skrzyżowaniach. Być czujnym. Poza tym pojazdy mają automatycznie ustawione ograniczenie do 50 km na godzinę. Tyle, na ile pozwalają przepisy. Szybciej nie pojadą.

Ograniczone prędkością zwykle jadą powoli. A jednak czasem i tak dochodzi do kolizji.

– Jakiś czas temu miałam poważny wypadek – opowiada Wiesława Mirzejewska, motornicza z Torunia. – Samochód wjechał wprost pod moje koła. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Prowadząca pojazd kobieta tłumaczyła później, że wjechała na tory, bo… nie widziała tramwaju. I akurat to tłumaczenie słyszę co chwilę. Piesi pakują się na torowisko, do tego na czerwonym świetle, bo nie widzą nadjeżdżającego tramwaju. Chyba dlatego, że jest za duży! Nie potrafię tego inaczej wytłumaczyć.

Zawód niebezpieczny, a kobiety i tak się doń garną. Być może to znak czasów. A może rzeczywiście są odważniejsze niż kiedyś.

– Poszłam na kurs motorniczego dopiero po pięćdziesiątce – dodaje Wiesława Mirzejewska. – Całe życie byłam krawcową. Dziś jeżdżę starym, czerwonym tramwajem. Ale dla mnie to bez różnicy: stary czy klimatyzowany nowy. Cieszę się, że podjęłam taką decyzję. Moje motywacje niech pozostaną moją prywatną sprawą. Jestem jednak dowodem na to, że jak się chce coś w swoim życiu zmienić, to nigdy nie jest na to za późno.