Zbigniew Girzyński: Jak z Japonią honorową wojnę Polska prowadziła

fot. Adam Fisz

Historia występów polskiej reprezentacji na mistrzostwach świata w piłce nożnej w XXI w. jest tak banalna, że aż smutna. Trzy występy (2002, 2006, 2018) i trzy mecze wedle utartego schematu: otwarcia, o wszystko i o honor. Dlaczego w ogóle wracam do tego smutnego epizodu, jakim był udział w mistrzostwach naszych Orłów? Mecz o honor, jaki rozegraliśmy z Japonią, a zwłaszcza końcowe 10 minut, choć zakończony zwycięstwem, z walką o honor zbyt wiele wspólnego nie miał.

Najwyraźniej, czy to na wojnie, czy na boisku, z Japończykami pozorujemy działania. Na wojnie? Tak, tak, Szanowny Czytelniku. Polska w przeszłości, i to nieodległej, prowadziła wojnę z Japonią. Co więcej, była to wojna długa (16 lat), to my ją wypowiedzieliśmy i… podobnie jak na boisku nie było w niej ofiar, za to wszyscy o niej zapomnieli.

Japonia jest jedynym krajem, któremu Polska w XX w. wypowiedziała wojnę, bo generalnie to zawsze nas napadano. Po japońskim ataku na Pearl Harbor w 1941 r. pod presją Anglików emigracyjny rząd gen. Sikorskiego wypowiedział wojnę Japonii. Jej przebieg przypominał ostatnie 10 minut opłakiwanego meczu, co więcej, gdy w 1945 r. Japonia skapitulowała, o tym, że walczy z nią jeszcze Polska, wszyscy zapomnieli. Dopiero gdy oba państwa w 1957 r. postanowiły nawiązać ponownie przerwane w 1941 r. stosunki dyplomatyczne, przypomniano sobie, że przecież ciągle toczą wojnę. Aby sprawę zakończyć, w układzie o nawiązaniu stosunków dyplomatycznych stwierdzono, że stan wojny, jaki między oboma państwami istnieje od 1941 r., kończy się wraz z wejściem w życie zawartego układu.

Oby o naszym mało honorowym meczu z Japonią też wszyscy zapomnieli. A my byśmy się już za 4 lata wreszcie doczekali i udziału, i sportowego sukcesu na kolejnych mistrzostwach.