Złodzieje grasują w toruńskich wieżowcach. Początek listopada był dla nich idealną sposobnością na łatwy łup

Mieszkańców toruńskich wieżowców terroryzuje szajka złodziei

„Ekipa widmo” – taki napis wita nas na ścianie feralnego wieżowca nieopodal Tesco. Okolica nijaka. Pizzeria „Venus” za rogiem, bar „Max”, kilka mniejszych budynków. Toruńska restauratorka nie spodziewała się, że na trzecim piętrze można, nie zwracając niczyjej uwagi, przeszukiwać mieszkanie w poszukiwaniu skarbów.

– Boję się nadal – mówi mieszkanka bloku przy ul. Kasprowicza. – Jestem chora, więc nie mogę rozmawiać. Zresztą, o czym tu mówić?

Na drzwiach mieszkania widać ślady odcisków palców po policyjnych poszukiwaniach. Sąsiedzi niczego nie słyszeli. Sprzątający klatkę młodzieniec, zanim pada pytanie, odpowiada, że nic nie wie. Rozmowniejsze są mieszkanki z klatki obok.

– Słyszałam, że dwa włamania były w ostatnim czasie – mówi starsza pani. – Często dzwoni ktoś na domofon mówiąc, że przyniósł ulotki. Schodzę na dół, a reklam wcale nie widać. Jak tu nie żyć w strachu? Taka miła dziewczyna mieszka na 11. piętrze. Kto mógł jej to zrobić?

Poszkodowana Ania zadaje sobie to samo pytanie.

– Wyjechałam z chłopakiem na długi weekend – mówi roztrzęsiona nadal studentka. – On wrócił pierwszy. Nie chciałam wierzyć, gdy zadzwonił do mnie i powiedział, że wszystko leży powywracane na podłodze. Od tej chwili sprawdzaliśmy, czego brakuje. Złote obrączki rozumiem, aparat fotograficzny również, ale, żeby ukraść zamrożonego kurczaka? Wzięli mięso i „popitę”. Ale tylko pełne butelki. Naruszonym alkoholem pogardzili.

Policja prowadzi w tej sprawie dochodzenie.

– Otrzymaliśmy 4 listopada cztery zgłoszenia o włamaniach i kradzieżach: dwóch przy ul. Kasprowicza i kolejnych przy ul. Konstytucji 3 Maja – mówi Wioletta Dąbrowska, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Toruniu. – W ostatnim czasie sporadycznie zdarzały się podobne sprawy. Notujemy ich nasilenie pierwszy raz od dłuższego czasu.

Straty w mieszkaniach są różne.

– Nie można ich szacować na kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy złotych – mówi Wioletta Dąbrowska. – To niższe kwoty. Z jednego z mieszkań zginęły artykuły spożywcze. Zgłoszenie z Kasprowicza otrzymaliśmy ok. godziny 13:00. Telefon z Rubinkowa zadzwonił chwilę przed 17. W tych sprawach trwają czynności procesowe, a ich ujawnienie mogłoby zaszkodzić prowadzonym postępowaniom, wobec czego nie możemy ujawniać szczegółów dotyczących tych zdarzeń.

Szczegóły zdradza nam okradziona Ania.

– Sąsiedzi z boku mówią, że nic nie słyszeli – opowiada dwudziestolatka. – Do tych na dół jeszcze zejść nie możemy, bo dalej nie mamy w drzwiach zamków. Policjant zasugerował, żebyśmy sami popytali sąsiadów. Kazał czekać na informację o wszczęciu, bądź umorzeniu postępowania w tej sprawie. Wielkiej nadziei niestety nie mam.

Z mieszkania zginęły rzeczy o łącznej wartości kilku tysięcy złotych. Poza biżuterią (złodzieje zabrali tylko złotą) brakuje również ubrań, zawartości lodówki i, co zrozumiałe, sporej kwoty gotówki. W innych mieszkaniach szajka połasiła się na książki, kurtki, koszule i… zupki chińskie. Po akcji trzeba bowiem coś wrzucić na ruszt.

Złodzieje w większości przypadków unikają sprzętu elektronicznego. Ten zazwyczaj oznaczony jest specjalnymi kodami. W razie „wpadki” łatwiej jest rozszyfrować to, których włamań dokonali, dziś jeszcze nikomu nieznani, sprawcy. Niewiele osób prowadzi jednak katalog przedmiotów, które ma w domu.

– Policjant pytał mnie o numer seryjny aparatu – relacjonuje Ania. – Oczywiście, że nie mam go zapisanego.

Sąsiedzi poszkodowanych żyją w strachu. Na Konstytucji 3 Maja mieszkańcy wskazują, że to na pewno nie jest koniec.

– Dopóki przypadkiem nie wpadną, bo w skuteczność „dochodzeniówki” nie wierzę, to dalej będą próbowali szczęścia – mówi Marian, od dwudziestu lat mieszkający w tej okolicy. – Za tydzień znów jest długi weekend. Założę się, że znowu kogoś oskubią.

Złodziej rzadko wraca do tego samego budynku. Musi mieć jednak dobre rozeznanie, żeby wiedzieć, które mieszkania warto nawiedzić. Zamki nie są dla niego przeszkodą.

– To musi robić ktoś znajomy – wskazuje kobieta. – Nie zdziwiłabym się, żeby te osoby miały dorobione klucze do mieszkań.

W tym przypadku tak nie jest, bo zamki były wyłamane. Czy w ten weekend będziemy świadkami kolejnej odsłony działalności grupy? Wszystkich mieszkańców Torunia przestrzegamy przed zostawianiem mieszkań na dłuższy czas bez opieki. Wartościowych rzeczy, a szczególnie gotówki, nie należy zostawiać w mieszkaniu.

– Były takie przypadki, że osoba gotowała w kuchni obiad, a złodziej plądrował jej pokój – mówią nieoficjalnie policjanci. – W wieżowcach kradzieżami trudnią się również alpiniści. Znana jest też historia dziewczyny, która miała wbudowany w siebie radar na pieniądze. Wchodziła do mieszkania, znajdowała je w kilkadziesiąt sekund i opuszczała je nikomu niezauważona.

Jak wpadają złodzieje? Najczęściej przypadkiem. Może i tym razem los zrządzi, że poszkodowani dowiedzą się, kto był sprawcą. Na odzyskanie rzeczy szczególnie nie liczą. Ale jakże będą zaskoczeni, gdy ktoś na bazarze będzie chciał za kilka dych sprzedać im ich własne jeansy.

***
Personalia bohaterów artykułu zostały zmienione