Znają go wszyscy bywalcy wystaw i wydarzeń kulturalnych. Kim jest Jerzy Galek?

Jedną z najbardziej charakterystycznych rzeczy u Jerzego są okulary. Nie lubi ich, bo są oznaką jego poważnej wady wzroku (fot. Łukasz Piecyk)

Jego postać jest częściej bardziej zajmująca niż artysta, który otwiera swoją wystawę. Zawsze bowiem znajdzie się ktoś, kto na wernisażu zada pytanie: kim on do cholery jest, że wszędzie go widzę? Obiekt domysłów powinien powiedzieć wtedy: „kultura, głupcze”, ale przez gardło by mu to nie przeszło.

Wstaje bez budzika, bo zaczyna dzień widokiem na zegar na Ratuszu. Przy śniadaniu przegląda Toruński Informator Kulturalno-Artystyczny i zebrane w mieście ulotki. Zapamiętuje najdalej jutrzejsze imprezy i wydarzenia, bo wszystkich naraz by nie spamiętał. Nakłada na nos rogowe okulary z grubymi szkłami, ubiera się w staroświecki sweter i wychodzi z domu, chwytając swoimi długimi, gotyckimi palcami wierną kompankę – kulę – którą wspomaga się, pokonując toruńskie uliczki. Czas bowiem spędzić najbliższe kilka godzin w objęciach sztuki. CSW, Wozownia czy Domy Muz nie mają przed nim tajemnic.

– Nie mogę złego słowa powiedzieć na to, co się dzieje w Toruniu – komentuje Jerzy Galek. – Największy dramat pojawia się wtedy, gdy wydarzenia kulturalne nakładają się na siebie. A jeszcze gorzej, gdy coś w Toruniu odbywa się bez wcześniejszej promocji lub informacji. Wtedy człowiek żałuje, że go tam nie było.

Jerzy Galek urodził się w Grodzie Kopernika, gdy PRL powoli się rozkręcał. Do tej pory mieszka w rodzinnym mieszkaniu przy Rynku Staromiejskim. Ze sztuką nie miał zbyt wiele wspólnego, chyba że przygotowując referaty na zajęciach w trakcie studiowania historii. Dzięki ukończonej specjalności pedagogicznej, mógł uczyć w szkole. Pracował także jako ławnik w sądzie. Dużo się zmieniło na początku lat 90.

– Miałem wtedy małe problemy ze znalezieniem zatrudnienia – wspomina ikona toruńskich wystaw. – W Powiatowym Urzędzie Pracy znalazłem ofertę Wydziału Sztuk Pięknych, który szukał modeli na zajęcia. Długo się nie zastanawiałem.

Pozował przez kilka lat przed sztalugami studentów i artystów. Dziś wielu z nich to profesorowie i adiunkci. Pół dnia w jednej pozycji było jego chlebem powszednim.

– Z mojej perspektywy takie wpatrywanie się w nieruchomego człowieka było nużące – mówi Jerzy Galek. – Profesor Bogdan Chmielewski powtarzał jednak, że w ciele trzeba dopatrywać się czegoś innego. Jedna ze studentek wzięła to sobie tak bardzo do serca, bo zaproponowała mi dodatek do pensji, abym się rozebrał do naga, gdyż bielizna przeszkadzała jej rysować… Zdarzyło mi się jednak raz pozować na potrzeby obrazu przedstawiającego Pana Boga. Wciąż jednak zadaję sobie pytanie, czy byłem godzien tego zaszczytu.

Razem z powiększającą się liczbą rysunków i obrazów zaczęły się pojawiać zaproszenia na wystawy od znajomych artystów. Epizodyczne wizyty w galeriach na początku lat 90. przerodziły się w prawdziwą pasję, z której Jerzy Galek jest znany w całym Toruniu. Abstrakcje, metaloplastyka czy bliżej nieokreślone rzeźby nie interesują go. Stawia na realizm.

– Nie potrafię sobie odmówić podziwu dla krajobrazowych zdjęć, bo wtedy można przenieść się myślami w niedostępne miejsca – dodaje Jerzy Galek. – Kadry muszą być jednak kolorowe, bo czemu niby rezygnować z takiego pięknego realizmu?

Na stoliku w jego pokoju stoi jednak czarno-biały telewizor Unitra Topaz. Może to powód, dla którego mężczyzna nie ślęczy przed nim cały dzień, a obcuje ze wszystkim, co stworzył człowiek. Najważniejsze dla Jerzego Galka jest jednak to, aby kultura była dostępna dla wszystkich. Bez niej w końcu po samotniku tylko opuszczony grób zostanie.