Zobacz niesamowite tricki Mateusza Mendyki. Czy zdobędzie Mistrzostwo Świata?

Mateusza ostatnio spotykamy na ul. Szerokiej. Zbiera na wyjazd na Mistrzostwa Świata (fot. nadesłane)

Wielu uważa, że to zabawa dla gimnazjalistów. Mateusz Mendyka nie ma jednak wątpliwości, że machanie yo-yem to sport. W końcu lata treningu i zwycięstwa w turniejach to dla niego nieodłączny element, jaki za sobą niesie ta dyscyplina.

Film z udziałem Mateusza Mendyki, ucznia III Liceum Ogólnokształcącego, obiegł Toruń lotem błyskawicy. Nic w tym dziwnego, bo tricki, które wykonuje przy pomocy małego przyrządu zawieszonego na sznurku, robią wrażenie. W końcu mamy do czynienia z jednym z czołowych polskich yoyarzy (nazwa osób machających yo-yem czasami wykorzystywana przez nie same, przyp .red.)

Miłość od drugiego wejrzenia

– Gdy cztery lata temu zetknąłem się z yo-yem, uznałem, że to strata czasu i pieniędzy – wspomina Mateusz Mendyka. – Kolegę, który wydał 70 złotych na yo-yo, wyśmiałem. Jak można było przetrwonić taką kwotę na zabawkę?

Długo jednak nie trzeba było czekać na rozwój talentu mieszkańca Torunia. Wystarczyła wizyta u wyśmianego kolegi i rzeczywistość zmieniła się o 180 stopni.

– Spróbowałem machnąć yo-yem kilka razy – mówi Mateusz Mendyka. – Tak mi się to spodobała, że pożyczyłem przyrząd na dwa dni, aby potem szybko kupiłem swoje yo-yo.

Dziś dziewiętnastolatek macha yo-yem za kilkaset złotych.

– Niektórych takie kwoty mogą przyprawiać o szybsze bicie serca, ale różnice w stosunku do podstawowych produktów poniżej 100 złotych są kolosalne – przyznaje Mateusz. – Co prawda, często płacimy za markę, ale nie do przecenienia jest szybkość, system hamowania, łożysko czy płynność. Warto jednak zauważyć, że naprawdę ogranicza nas tylko wyobraźnia oraz… grawitacja.

Każdy sobie rzepkę skrobie

Te wszystkie właściwości pozwalają na stosowanie coraz bardziej wymyślnych tricków i sztuczek. Do dyspozycji początkujących jest zestaw podstawowych czynności. Zawodowcy tworzą jednak swoje akrobacje.

– Mój popisowy numer wykorzystuje dmuchanie na yo-yo w trakcie kręcenia – tłumaczy dziewiętnastolatek. – Nie znalazłem do tej pory nikogo, kto robi coś podobnego, więc zazwyczaj to jeden z punktów, który wykorzystuję, aby zaskoczyć publiczność.

A ta nie raz została oczarowana przez mieszkańca Torunia. Mateusz na ostatnich Mistrzostwach Polski w machaniu yo-yem zajął 8. miejsce, cały czas utrzymując się w czołowej dziesiątce Polaków. Na zmagania z yo-yarzami z Europy zabrakło mu pieniędzy. Próbował zdobyć dofinansowanie w Urzędzie Miasta, ale jako osoba fizyczna musiał obejść się smakiem. Teraz spotkamy go na ulicy Szerokiej, gdzie za sprawą swoich umiejętności próbuje zdobyć pieniądze na sierpniowy wyjazd do Pragi, gdzie odbędą się Mistrzostwa Świata. Potrzebuje ok. 2 tys. złotych.

Uzbiera na medal

– Na takich imprezach zawsze spotyka się zgrana społeczność yo-yarzy – przyznaje Mateusz. – Tutaj nie ma dystansu między największymi tuzami a amatorami. Bardzo cenię sobie taki klimat, co sprawia, że treningi dają jeszcze więcej satysfakcji.

Młody mistrz swojego szczęścia chce spróbować także w talent-show „Mam Talent”.

– Przyznam, że kiedyś startowałem do pre-castingów, ale dałem ciała – mówi yo-yarz. – Od tamtego czasu ostro przyłożyłem się do treningu i wydaje mi się, że moje umiejętności wzrosły co najmniej trzykrotnie. Postaram się więc jeszcze raz spróbować na kwietniowym pre-castingu w Bydgoszczy.

Karierę Mateusza możecie się śledzić na jego profilu na Facebooku https://www.facebook.com/mateusz.mendyka.yoyo