Żona nie zrobiła kanapek, czyli z czym dzwonimy na policję?

Nadkomisarz Tomasz Blonkowski, naczelnik sztabu (po prawej), nadzoruje pracę dyżurnego aspiranta Tomasza Polaszka. (fot. Łukasz Piecyk)

Pracują w systemie 12-godzinnych zmian i to od nich zależy, co stanie się z naszym zgłoszeniem. Dyżurni Komendy Miejskiej Policji w Toruniu dziennie wykonują i odbierają ok. 300 telefonów. Wśród nich są takie, których nie powstydziliby się twórcy Latającego Cyrku Monty Pythona. Pomysłowość ludzi nie zna bowiem granic.

– Halo, policja? Mój syn nie chce odrabiać lekcji. Proszę, przyjechać i go postraszyć – praktycznie każdego dnia do toruńskiej policji dzwoni ktoś z podobnymi problemami. Mundurowi, czy tego chcą, czy nie, na zgłoszenie muszą jakoś odpowiedzieć.

– Gdybyśmy po prostu zerwali połączenie, telefony od tej samej osoby, by się nie skończyły. Poza tym, nigdy nie wiadomo, czy w dalszej części zgłoszenia dzwoniący nie przekaże informacji, które są w zainteresowaniu Policji i tym samym byłaby konieczność podjęcia interwencji – twierdzi nadkom. Tomasz Blonkowski, naczelnik Wydziału Sztabu KMP, który odpowiada za działanie dyżurnych. – Musimy więc usatysfakcjonować odpowiedzią dzwoniącego. Bezpośredni kontakt z dzwoniącymi na zmianie mają dwie lub trzy osoby. Główny dyżurny nie ma lekko, gdy np. jest wzmożona liczba kolizji drogowych. Wtedy trzeba podejmować właściwe decyzje w ekspresowym tempie. Gdy ten odbiera zgłoszenia, jego zastępca musi rozdysponować siły. Na jednym z trzech monitorów ma do dyspozycji listę patroli, które są dostępne. Zdarza się, że wspomaga ich także trzecia osoba, która również odbiera telefony spod numerów 997 i 112. Średnio na dobę interweniujemy około 100 razy, kolejna część jest przekazywana do innych służb, czy inspekcji zgodnie z ich kompetencjami.

Jednak nie zawsze interweniować trzeba, gdyż sprawy, z jakimi mieszkańcy Torunia i powiatu dzwonią do komendy, raczej wykraczają poza obowiązki jakichkolwiek służb. Lista jest na tyle długa, że można się pokusić o konkretne kategorie. Do jednej z nich należą mężowie, którym ewidentnie nie pasuje zachowanie drugiej połówki.

– Kiedyś odebrałem telefon od mężczyzny będącego w delegacji w Niemczech – wspomina mł. aspirant Karol Światowy. – Prosił nas o sprawdzenie, czy przypadkiem żona nie sprzedała jego samochodu. Inny natomiast był oburzony, że jego wybranka nie przygotowała mu kanapek do pracy.

Dalej mamy poirytowanych rodziców. Poza wspomnianym nieposłuszeństwem przy odrabianiu prac domowych, kiedyś do dyżurnych zadzwoniła matka nastolatki, skarżąc się, że jej córka nie chce z nią wsiąść do samochodu.

– Wiele osób zwraca się do nas także z zapytaniami – uzupełnia aspirant Tomasz Polaszek. – Jedna pani była bardzo ciekawa, kiedy będziemy u niej zakładać podsłuchy. Inna natomiast zapytała dyżurnego, czy kołdra puchowa od handlarza obwoźnego będzie dobra. Tu akurat odradziliśmy zakup u domokrążców.

Są także historie zupełnie z innej planety, co potwierdzi kobieta, która uskarżała się, że jej sąsiad wdmuchuje jej muchy do mieszkania przez słomkę. Roztargnieni także się zdarzają. Wszak można zgłosić kradzież samochodu, ale powinno się pamiętać, że zaparkowało się go trzy dni temu np. pod centrum handlowym. Przypadkowe wykręcenie numeru 112? Oczywiście i to nawet w trakcie… uprawiania seksu. Nieodłączni są także stali rozmówcy, jak np. pani, która co jakiś czas pyta o konkretnego dzielnicowego, bo bez niego „nie ma twórczej weny”. Natomiast ostatnio w ciągu 8 godzin mężczyzna w stanie wskazującym na spożycie zadzwonił do KMP 30 razy z żądaniem odnalezienia jego samochodu.

– Pamiętajmy, że wiele z tych sytuacji może śmieszyć, ale każda taka osoba niepotrzebnie blokuje linie, gdy akurat ktoś potrzebuje naszej pomocy – dodaje nadkom. Tomasz Blonkowski.

A nieuzasadnione wezwanie policji jest w Polsce wykroczeniem, za które grozi grzywna.